Acid Park, rozdział pierwszy, część szósta

Raporty trafiły do biura dobre dziesięć minut przed nami, więc już na dzień dobry wpadliśmy w ręce nadinspektora. Gromił na nas z podjazdu ze zniecierpliwieniem i pogardą przeznaczoną dla wyjątkowych degeneratów. Po jego prawicy stała Aleks, w długim, białym kitlu i nie poświęcając rzeczywistości za wiele uwagi, bawiła się strzykawką ustawioną zamiast lewej ręki. Zawartość przeźroczystej miarki bomblowała niepokojąco. Za nimi dwóch oficerów w pełnym rynsztunku pilnowało wejścia, czy też z naszej perspektywy jedynego wyjścia z hangaru garażowego. Jerry puścił mi oko i wyskoczył dziarsko z wozu.

– Ach, wszędzie dobrze, ale w domu…

– Zamknij się Wierzbowski – rzucił przez zęby nadinspektor – Syntetyka dawać na dół, ekipa już czeka. Tyma twój wspomagacz jedzie na resztce soku, możesz mi wytłumaczyć, jakim cudem stoisz jeszcze na nogach po wpieprzeniu sobie w mózg całej chemii z tego tygodnia?

– Ale przecież…

– Bez dwóch zdań. Też spieprzasz na dół, będziesz miał ewaluację, pełny skan. Aleks dopilnuj tego osobiście.

– Rozkaz.

Aleks złapała mnie za ramie, jej długie, chude palce stanowczo zacisnęły się na moim pancerzui nie był to nieprzyjemny uścisk. Dałem siępoprowadzić w stronę wind, rzucając Jerremu na pożegnanie surowe spojrzenie. Odpłacił mi serdecznym uśmiechem.

– Wierzbowski, zdejmiesz ten wyraz z gęby w drodze na mostek.

– Czy to naprawdę konieczne?

Kombinował, jak zawsze, do końca w zaparte, śliski, jak węgorz.

– Komendant z pewnością jest bardzo zapracowany i…

Drzwi od windy zatrzasnęły się tłumiąc dźwięki z garażu. Tylko jej oddech i moje dudniące serce przez trzydzieści długich pięter. Włączenie uspokajaczy byłoby strzałem we własne kolano. Zaraz Aleks przejrzy całą moją upokarzającą historię synaptyczną. Trzy akcje zbrojne, ciężka libacja i jeden bardzo mokry koszmar. O ja pierdole, a dopiero wtorek. W tym tempie faktycznie miałem spore szanse wylądować w ambulatorium.

Winda wychodziła prosto na komorę dekontaminacyjną, w której tysiące bakterii na mojej skórze odbiło światło lamp odkażających, a każdy związek chemiczny mienił się innym kolorem. Mikro–kropelki roztopionego, syntetycznego ciała mieniły się na jasno niebiesko. Aleks rzuciła mi krótkie, ale wymowne spojrzenie.

– Hej, nie patrz tak na mnie, to Jerry…

– To nie mnie musisz się tłumaczyć. Ja tu tylko sprzątam. – odparła sucho.

Soft do analizy mowy ciała podpowiedział, że nadal żywiła do mnie z trudem ukrywaną urazę.

Wyszliśmy ze śluzy do obszernego, białego holu. Czułem się jakbym był wewnątrz aluminiowej puszki, na którą napiera z każdych stron gęsta, śmiercionośna ciecz. Równie dobrze mogło tak właśnie być. Systemy zabezpieczające posterunku, przewidywały ochronę przed każdego rodzaju atakiem. Powstrzymałem się przed uwolnieniem uspokajaczy, choć powietrze zdawało się z każdym krokiem coraz bardziej rozrzedzone, a niskie sufity podziemnych sektorów budziły wewnętrzny niepokój. Nie lubiłem czuć się ograniczony.

Aleks poprowadziła mnie korytarzem, wzdłuż rzędu ciężkich, pancernych drzwi, zbliżeniem siatkówki otworzyła jedne z nich i zaprosiła mnie gestem do środka. Nad drzwiami widniał numer celi izolacyjnej „11”. Niepewnie przeszedłem przez próg, oczekując ze drzwi zatrzasną się za mną, a gdy usłyszałem znajomy trzask zauważyłem ze zdziwieniem, że Aleks stała obok mnie, zajęta dostosowywaniem ustawień terminala. Blaszana puszka przemieniła się w przytulny gabinet, ogień huczał w kominku o kolumnach z czarnego marmuru wyrzeźbionego w ciężkie, lwie łapy. Powietrze wypełnił lekki zapach palonego drewna i jesiennego, mokrego wiatru.

– Może być?

Nie oczekiwała odpowiedzi. Usiedliśmy przy jedynym w pomieszczeniu stole, który na potrzeby hologramu przyjął masywny, mahoniowy kształt. Aleks wprowadziła kod i odblokowała blat interaktywny. Zacząłem rozmyślać ile razy kochaliśmy się w podobnych okolicznościach. W lesie, nad jeziorem, na orbicie Saturna, a jednak zawsze na tym samym, czy innym stole projekcyjnym. Tydzień temu na ołtarzu ofiarnym egipskiej świątyni powiedziałem jej, że to był ostatni raz, elegancjo wymigując się odpowiedzi na pytanie: dlaczego, zasłaniając prawdę bzdurami o wzajemnym szacunku, profesjonalizmie, poszanowaniu prawa i obowiązującym nas regulaminie.

Ekran blatu wyświetlił ujęcie z monitoringu komendy, na którym bardziej niż znajoma mi twarz odbijała błękitne światło wyposażenia jednej z naszych ćwiczebnych sal basenowych. Oniemiałem. Byłem gotowy na wszystko poza tymi ponurymi, piwnymi oczami. Aleks uśmiechnęła się jednym ze swoich przemądrzałych uśmiechów i wcisnęła play.

dalej

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *