Róże hrabiego Piotra

Opowiadanie zdobyło II miejsce na Kutnowskich Dniach Fantastyki w roku 2016.

1.

Kopytka zastukały o czarno-biały marmur posadzki kościoła. Krok za krokiem zbliżały się do ołtarza bogato zdobionego złotem. Święci, których mijały, spoglądali na nie podejrzliwie ze swoich kapliczek.

Na ołtarzu ustrojonym różami spoczywała szklana trumna hrabiego. Twarz zmarłego arystokraty była spokojna, wydawał się śnić jedynie. Kopytka zatrzymały się przy trumnie. Dało się słyszeć chrząknięcie, po czym kościołem zatrząsł niski, męski głos:

– Iterum vivere!

Diabeł zastukał w szybkę trumny. Hrabia otworzył oczy.

– Nie mogłeś darować mi tych rytuałów?

Diabeł zignorował sarkazm, uchylił wieko i podał przyjacielowi dłoń.

– Witaj wśród żywych, wszystko idzie po twej myśli, całe miasto śmierć twoją opłakuje. Spójrz tylko. – Pomachał hrabiemu przed oczami plikiem kopert, rozerwał pieczęć pierwszej i zaczął czytać list dziewczęcym głosem. – ”Kochanemu Piotrowi, co jedyny mnie tak umiał…”

– Oddawaj to, do diabła, to moje epitafia!

Diabeł uskoczył przed hrabią za chrzcielnicę i zaczął głębszym głosem drugi list czytać:

– „Kochany mężu, wielcem zła na ciebie, żeś mnie z całym dworem na głowie zostawił i w lata bezdzietne wpędził. Wiedz więc ty teraz i w grobie się przekręcaj, żem w ten czas cały z Wojciechem za komórkę chodziła i tam mu…”

– Co?! Pokaż mi to! – krzyknął hrabia do diabła, lecz ten już dawno przy konfesjonałach trzecią pieczęć zrywał.

– „Drogi bracie, nie martw się niczym i w niebiosach mnie oczekuj. Przyrzekam ci żoną i domostwem się zaopiekować. Kochający Wojciech.”

– Meretricis!

– Nie przeklinaj, jesteśmy w kościele.

Piotr opanował się na te słowa, spojrzał po świętych wokół i przeżegnał się. Diabeł uśmiechnął się szeroko.

– Ty jeden wiesz, jak wyprowadzić mnie z równowagi – rzekł hrabia poprawiając kaftan, w którym nakazał się pogrzebać żonie. Przynajmniej w tym przypadku go nie zawiodła. Mógł się domyślać, że cały czas z jego bratem… a czart ich gonił.

– Daruj druhu, nie mam czasu biegać za twoją żoną.

– Co? Znowu to robisz. Co mówiliśmy o telepatii?

– Nie wiń mnie, za głośno myślisz. Umieranie nie służy żywym, zapominają magię. Wsiadaj na koguta, czekają nas.

– Lecimy tak od razu?

– Poczekam, jeżeli chcesz coś jeszcze…

– Nie, nie chcę. Lećmy.

 

2.

Zaraz po tym, jak diabeł skradł ciało hrabiego z kościoła św. Wawrzyńca, w okolicy poczęły dziać się rzeczy niezwykłe. Już pierwszej po incydencie nocy dało się słyszeć strzygi zawodzące za kościołem, a każdej następnej mieszkańcom mieniły się strachy przeróżne, w okna i kominy im zaglądające. Jakby dziwów tych było mało, róże z trumny hrabiego wyrzucono pod miejskim murem, gdzie puściły korzenie i zaczęły rozrastać się po gołym bruku.

Żona hrabiego, gdy tylko o zjawisku usłyszała, nakazała zaklęty krzew na plac przed kościołem przesadzić. Co noc mieszkańcy widywali ją łkającą nad różami. Mówiono, że gdy hrabina noc którąś pomijała, strzygi zaraz zaczynały zawodzić, a czarownice na mieszkańców złe uroki słały.

Niestety, rok nie minął, gdy wdowa, zdjęta chorobą, zaniechała nocnych wizyt, a mieszkańców mary znów nachodzić zaczęły. Musieli więc szybkie ruchy poczynić, by się przed nimi uchronić. Długo radzili na wiecu, aż zdecydowali, że, by dziwadła w pokoju ich zostawiły, co noc hrabiowski krzew należy kobiecymi łzami zraszać. Rozdzielono warty między rodzinami, a gdy wieczorami dziewki na plac wędrowały, tak im w mieście śpiewano:

Póki będziesz dziewczę piękne nad różami łkała,

póty kutnowska rodzina będzie z Bogiem spała.

Gdy noceńka chociaż jedna będzie pominięta,

wnet powrócą złe straszydła biednych ludzi nękać.

Wtenczas do dworu zaczęli przyjeżdżać znamienici lekarze kruchego zdrowia wdowy doglądać, jednak mimo ich zbiorowych wysiłków hrabina po miesiącu zmarła. Wojciech, w dzień złożenia jej w grobowcu, wezwał do siebie księdza, wyspowiadał się z grzechów i powiesił się w salonie, duchownego nawet nie żegnając. Romans wdowy z bratem jej zmarłego męża szybko stał się powszechnie znany, każdy bowiem chętnie plotkę o zemście starego hrabiego na niewiernej żonie powtarzał.

Historia przestała bawić dopiero, gdy o świcie ojciec Sławomir znalazł za kościołem martwą dziewkę. Kutnianka, zgodnie z wolą przesądnej rodziny, tej nocy nad różami łkała. Oburzony ksiądz wygłosił tyradę na piekielne kwiaty, klnąc na mieszkańców, którzy swoimi gusłami i zabobonem samego diabła do miasta zaprosili. Podjudzony tłum ruszył na plac zniszczyć przeklęty krzew. Różę obrzucono chrustem i podpalono.

Przez noc całą do ognia dorzucano, obficie pito i wszystkim diabłom bluzgano, aż nad ranem pewien młynarz do samego Belzebuba takie słowa wypowiedział:

– A żeby cię, czarcie podły, coś nam Karusię zadusił, aniołki w niebiosa porwały i tam pod czarci ogon cię…

Wnet ziemia na rynku drżeć zaczęła. Wkoło placu zawyły wilki, zaśmiały się strzygi, zabłysły żółte ślepia wampirów. Płomienie stosu rozdarły się i wyszedł z nich diabeł. Kopytka zastukały na kamiennym rynku, cień rogów obrysował dzwonnicę kościoła.

– Teraz toś przesadził, Wiesławie.

Cisza spowiła kutnowski plac. Chłopi zastygli z pochodniami w rękach. Drewniane kufle poturlały się po bruku. Diabeł spojrzał każdemu z osobna w oczy i w duszę.

– Oj wy ludzie, ludzie niewdzięczni, sami na siebie straszydła swoim rozpasaniem ściągnęliście, a ty Wiesławie nie mnie, lecz własnemu sumieniu złorzecz, wszak nie ja wczoraj Karusi za różami przysięgałem, że żonę dla niej zostawię.

– Skąd to…

– O, nie tylko ja widziałem, widział jeszcze… proszę, ksiądz Sławomir, niechże się ksiądz nie oddala, tylko opowie, jak podglądał z ukrycia Wiesława z Karusią.

Ojciec Sławomir poczerwieniał pod spojrzeniem tłumu.

– Ksiądz tylko nie zapomni dodać, jak odczekał w ciemnościach, aż Wiesław odejdzie, chwycił Karusię za włosy, zasłonił dziewce krzyczące usta i zawlókł niebogę za mur cmentarza.

– Zamilcz, w imię Ojca… – diabeł chwycił rękę, którą ksiądz znak krzyża kreślić zaczął.

– Jak śmiesz się żegnać, fałszywy kapłanie, gdy rękawiczki twe skrywają dłonie mordercy, a sutanna rany zadane paznokciami martwej dziewki.

– Puszczaj, czarci pomiocie, wróć do piekła, z któregoś przybył!- wykrzyczał duchowny.

– Jam znikąd nie przybył, jam kutnowski czort i dziś porządek tu zaprowadzę.

Diabeł następnie opisał zgromadzonym dokładnie, jak zginęła Karusia. Historia tak tłumem wstrząsnęła, że szarpiącego się duchownego siłą z sutanny obdarto, a gdy mieszkańcy na własne oczy zadrapania zobaczyli, podniósł się krzyk, chwycono za widły i zanim diabeł zdążył ogonem zakręcić, już księdza do kościoła niesiono, by tam wyrok śmierci wykonać.

Miejscowi, pijani samowolą, zaraz do diabła wrócili, by więcej grzechów rozliczył. Pierwsza podeszła żona Wiesława sprawiedliwości na mężu się domagać. Diabeł uznał, że karą stosowną będzie cudzołożnika gołego na tydzień do płotu przywiązać, czemu tłum przyklasnął, a gdy po kolejne wyroki wrócił, diabeł rozsiadł się wygodnie pośrodku płonącego stosu i począł stamtąd Kutnian po kolei sądzić.

 

3.

Działo się to w przeddzień powrotu hrabiego, który zjawił się o poranku na placu swojego miasta. Oczom jego ukazał się groteskowy obrazek.

– Witaj Piotrze, piękny dzień…

– Diable! Co ci nadzy ludzie robią przywiązani do płotu?

– Zaraz ci to wyjaśnię, tylko…

– Czemu ojciec Sławomir do krzyża kościelnego przybity?!

– Wiem, jak to musi wyglądać, ale…

– Zostawiłem na rok miasto w twoich czarcich rękach, coś ty z nim zrobił?!

– Piotrze, naprawdę się starałem.

Diabeł uskoczył przed kamieniem ciśniętym w jego stronę.

– Zostawiłeś tu niezły bałagan.

Kolejny pocisk rozbił się w miejscu, gdzie przed chwilą znajdowała się czarcia głowa.

– Gdzie żona moja? – krzyknął hrabia.

– Czeka cię.

– Gdzie?!

– W twojej trumnie… Proszę, tylko nie piwem!

Beczułka rozleciała się o ziemię tuż przed kopytkami.

– Gdzie brat mój?

– Powiesił się, nim zdążyłem…

– Do diabła!

Piotr rzucił się na czorta, lecz ten jednym susem na dach karczmy wskoczył.

– Piotrze, proszę, nie rób scen. Wszystkich tu przy życiu starałem się utrzymać. Wilki nocami odganiałem, strzygi cmentarne przekupiłem, a ludzie sami księdza do krzyża przybili za to, że Karusię za kaplicą udusił… po tym jak podejrzał, jak ta się z Wiesławem na placu obściskiwała. Żona Wiesława za to go gołego do płotu przywiązała, ale potem wyszło, że sama się z karczmarzem za ladą…

– Co ty pleciesz?

Musiał więc diabeł Piotrowi kolejne grzechy mieszkańców wymieniać. Hrabia wysłuchał diabła cierpliwie, a pod koniec, załamany, zapytał:

– Toś wszystkich po równo musiał tak do płotu przywiązać?

– Nie wszystkich, ślepego Jana i małą Anielkę wysłałem do domu.

– Tylko dwie dusze?

– Bez twojej? Dwie. Teraz wybacz druhu, zmrok już ziemię ściska, kopytka mię świerzbią, wiedźmy mnie wołają.

– Gdzie dziś bawicie?

– Tam, za Siną Rzeczką.

– Może przyjdę później. Przepraszam, że…

– Pst! Nie przepraszaj.

– To dziękuję, przyjacielu – uśmiechnął się Piotr.

– Proszę – odpowiedział z uśmiechem diabeł.

Podali sobie dłonie i diabeł, tak jak się pojawił w spopielonym krzewie róż, tak w nim zniknął. Róże, za sprawą czarciej magii, w jednej chwili rozkwitły ponownie, by do dziś zdobić plac na pamiątkę czasów, gdy sam diabeł sprawował rządy nad Kutnem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *