Ja, pisarz

o sobie:

Urodziłam się pewnego sierpniowego popołudnia w rok wybuchu reaktora jądrowego w Czarnobylu. Bawiłam się na trzepaku, grałam w kapsle i płaciłam starymi pieniędzmi za lody, które pani w pistacjowym czepku wyciskała z wielkiej blaszanej maszyny. Świat był piękny i prosty. Parę tylko osób na osiedlu miało piłkę, parę innych miało kablówkę, a ja miałam komputer z grami na DOSie i jamnika do przegrywania kaset magnetofonowych. Później przyszły komórki, Internet i Internet w komórkach, a świat się skomplikował.

Co więcej, jak każdy Polak urodzony w tym feralnym roku zostałam oszukana przez system edukacji. Obiecano mi podstawówkę z ośmioma klasami, a dano sześć i co? Skandal! Hańba! Gimnazjum. Ach, jak śmiali się z nas ci szczęśliwcy urodzeni we wcześniejszych latach osiemdziesiątych. Nie zrozumieją nas też nigdy w pełni ci, co przyszli po nas, bo czy zrodzeni już w klatce lat dziewięćdziesiątych mogą pamiętać marzenie bycia ósmoklasistą? Czy widzieli w ogóle ósmoklasistę na oczy? Nie, pozostał po nim jedynie duch, szara naga jama smutno spoglądająca na to trzyletnie limbo zwane gimnazjum, na ten fragment piekła, w którym byliśmy skazani tkwić w edukacyjnym zawieszeniu.

Trzeba jednak  przyznać, że dużo pisałam wtedy, a książki jakimś sposobem same się czytały. Dowiedziałam się dopiero na studiach, że człowiek ponoć osiąga szczyt swojej ogólnej inteligencji w wieku czternastu lat, a później jedynie się specjalizuje. Nigdy więcej nie jest się tak światłym, jak wtedy kiedy jest się dodatkowo kompletnym kretynem. Nadzwyczajna ironia losu.

Czemu nie powiedziano mi wtedy, że głupieje się już w liceum, gdzie kolejne trzy lata spędza się na trenowaniu mózgu, by efektywnie zapamiętywał nieistotne informacje potrzebne jedynie do zdania pierwszej w historii Nowej Matury. Czemu nie ostrzeżono nas, że stres tego wydarzenia będzie nękał nas długo w koszmarach? Dziwne, jak bardzo życie współczesnej jednostki może zależeć od wyniku jednego państwowego egzaminu. Całe to nasze pokolenie było eksperymentalne, przez co od dziecka nastawione na spełnianie oczekiwań.

Należało więc dalej spełniać oczekiwania pokładane w nas przez system, nauczycieli, rodziców i nas samych. Hop więc na studia i to koniecznie dziennie i koniecznie magisterskie. A jak jedne, to potem drugi kierunek i w końcu podyplomowe, a wszystko po to, żeby być lepszym tym, kim szkoliliśmy się, by zostać, żeby móc lepiej realizować swoją rolę w tonącym w wygórowanych oczekiwaniach społeczeństwie.

Ja na przykład stałam się na własne życzenie nauczycielem i jak każdy nauczyciel uważam, że jestem najlepszym nauczycielem na świecie. Jednak mimo ewidentnych plusów, zawód wykonywany już od wielu lat przestał w pełni zaspokajać moją potrzebę samorealizacji.

Szukając miejsca dla siebie chwyciłam za nieruszane od lat pióro i zaczęłam pracę nad doskonaleniem warsztatu.

Moja twórczość:

Przede wszystkim uważam siebie za pisarza science fiction i fantasy, choć przyznam iż zdarzyło mi się zgrzeszyć małym horrorem, czy wypocić okazjonalny kryminał. Utworzyłam stronę, którą czytasz, żeby umościć sobie własne, wygodne gniazdko w sieci, gdzie mogłabym udostępniać istniejące (jak i mam nadzieję także przyszłe) teksty. Wiele dostępnych opowiadań jak np. Dół, w którym palą trupy, czy Forum planuję rozbudować w większe, bardziej złożone światy. Wszystkie nowe prace będę zamieszczać na stronie.

Od czasu do czasu napiszę wiersz inspirowany najczęściej pesymistycznymi, a w najlepszym wypadku ironicznymi spostrzeżeniami odnośnie ludzkiej natury, struktury społecznej czy nieszczęsnego losu. Często żartuję, często nie. Jeśli chcesz, sam oceń co autor miał na myśli.

Zawodowo:

Czasem zabiorę pracę ze sobą do domu i wypowiem się w formie artykułu na temat spraw, na których myślę, że się znam, a więc na tematy związane z dydaktyką, coachingiem, zwalczaniem dręczycielstwa w szkołach czy metodami nauczania osób z SLD (dysleksją, dysgrafią, dyskalkulią, ADHD itp.). W sprawach zawodowych zapraszam na stronę motywatornia.edu.pl

Pozdrawiam,

Kamila Święs