Forum – Wstyd

Obudził go szum oceanu. Ocean miał nastawiony na środy, które były w firmie dniem entuzjazmu, na znak czego zakładał błękitny krawat i zmieniał tło na profilu.

Dzień rozwijał się jak każda środa. Od ósmej do dwunastej spełniał się w powierzonej mu roli specjalisty do spraw zapewnienia jakości AI. Na lunch jak zwykle poszedł razem z chłopakami z teamu, a po południu skorzystał z karnetu na masaż karku. Dopiero pod koniec pracy zaczął się kiepsko czuć. Psychotropy przestawały działać, a ból zaczął wpełzać na ciało.

Na początku zrobiło mu się duszno. Szarpnęło go coś w boku. Zakłuło w kolanie. Zdjął błękitny krawat entuzjazmu. Rozpiął inteligentną koszulę, która podpowiadała rozmowę z lekarzem online. Wyciszył alarmy na profilu medycznym, dosiedział do szóstej i udał się prosto do wyjścia.

Nie chciał nawet myśleć, ile wyświetleń miałoby nagranie, jak rzyga do śmietnika w windzie przewozowej. Monitoring powstrzymywał go od takich pochopnych decyzji. Chwiejnym krokiem wyszedł poza zasięg kamer i rzucił się biegiem korytarzem prowadzącym do domu.

Koszula ostrzegła mieszkanie. Drzwi wejściowe otworzyły się, zanim ich dopadł. Światła w holu zapaliły się nawigując go do łazienki. Umywalka napełniła szklankę wodą. Ekran łazienkowego lustra wyświetlił zatroskaną twarz jego oficera medycznego. Wyłączył połączenie. Zastąpiły je oferty najnowszych na rynku leków i wizytówki dostępnych na czacie lekarzy. W tle szumiał ocean entuzjazmu. Wiktor zdjął okulary, zatwierdził płatność za leki i nachylił się nad muszlą.

Odebrał fiolki w śluzie zakupowej kuchni. Chemia zadziałała natychmiast po zażyciu. Zdążył zdjąć koszulę, gdy zadzwoniły buty do joggingu. Pieprzona środa, znajomi z pracy zaczęli dodawać swoje popołudniowe rekordy. Autopromocja trwała wiecznie – aktywni i dynamiczni, tak w życiu prywatnym, jak i na rynku pracy. Co gorsza, jeżeli nie pójdzie pobiegać, jego asystent medyczny będzie miał kolejny powód, żeby nawiązać połączenie, a Wiktor nie miał siły z nim rozmawiać. Zażenowany swoim postępowaniem, umieścił buty w pirackim polu GPS, kupionym w podziemiach Dworca, i wprawił je w harmoniczne drgania. System zaczął naliczać punkty za kolejne kroki. Zamieścił swój wynik na Forum: Dziś tylko parę okrążeń, okropne warunki. Miał siedem polubień, w tym jedno od Evy.

Wyłączył profil. Ekran zniknął pogrążając Wiktora w ciemnościach dużego pokoju. Szklana powierzchnia biurka odbiła jego puste spojrzenie. Nie mógł dłużej uciekać od wczorajszych wydarzeń. Wiedział, co powinien zrobić. Rozmyślał chwilę nad tym, jak ubrać to w słowa, poprawił nerwowo włosy i włączył połączenie hologramowe.

Kobieta na ekranie spojrzała mu badawczo w oczy. Zaskoczyło go, jak bardzo była młoda, choć może był to tylko filtr.

– Wydział Patologii w Przestrzeniach Itersensorycznych, posterunkowa Alex Brnowska na wizji, w czym mogę pomóc?

– Witam, chciałbym zgłosić wykroczenie w cyberprzestrzeni.

– Jakiej natury?

Pytanie zaskoczyło Wiktora, który właśnie przygotowywał się do wygłoszenia swojej dokładnie ułożonej mowy.

– Słucham?

– Jakiej natury wykroczenie?

Posterunkowa nie odrywała od Wiktora zimnego spojrzenia jasnoniebieskich oczu.

– Trudno powiedzieć…

– Czy w sytuacji wystąpiła przemoc?

Znieczulica, z jaką zadała to pytanie, zmieniła jego zdanie co do jej wieku.

– Tak.

– Czy pojawił się motyw seksualny?

Wiktora zapiekły policzki, pożałował, że nie zdecydował się na zgłoszenie mailowe.

– Tak, pojawił się…

Uratowała go prostym pytaniem.

– Woli pan rozmawiać z mężczyzną czy z kobietą?

– Wolałbym z mężczyzną.

– Łączę z dyżurnym. To może potrwać parę sekund.

Rozłączyła się bez pożegnania.

Parę sekund przemieniło się w niekończące się pięć minut niepewnego oczekiwania, zanim hologram wyświetlił otyłego pięćdziesięciolatka w przepoconej koszuli. Wiktor dyskretnie wyłączył przekazywanie zapachu i zaczął się zastanawiać, czy przypadkiem posterunkowa Alex nie wykazałaby się większym zrozumieniem od tego faceta przed nim.

– Starszy posterunkowy Witold Roztowiak, jak mogę panu pomóc?

– Witam. Proszę pana… sprawa jest… trudna – wyjąkał Wiktor.

– Z reguły są, proszę się niczym nie przejmować i opisać wydarzenie. Kiedy miało miejsce?

Oczy posterunkowego uciekały przed kamerą hologramiczną, w wyniku czego jego obraz wpatrywał się gdzieś w daleką przestrzeń nad lewym uchem Wiktora, zamiast w oczy rozmówcy.

– Kiedy? Wczoraj. – Wiktor rzucił odpowiedź wyrwany ze swoich rozmyślań i już miał zabrać się do wygłoszenia swojej mowy, kiedy hologram policjanta zadał kolejne pytanie.

– Jak do niego doszło?

Rutynowy styl z jakim funkcjonariusz zadał pytanie ukłuł Wiktora w ego drobną szpilką.

– Zaczęło się od tego, że umówiłem się do kinosfery ze znajomą z liceum. Nie widzieliśmy się dobre dwanaście lat i nasze ostatnie spotkanie, no cóż, byliśmy parą…

– Proszę się trzymać wczorajszych wydarzeń.

Ton posterunkowego wyrażał absolutny brak zainteresowania sprawą. Wiktor zdębiał, ponownie zbity z tropu. Chciał wyjaśnić motywy swojego wczorajszego zachowania. Liczył na to, że finkcjonariusz wykaże się zrozumieniem. Może potwierdzi, że Wiktor nie był jedynym kolesiem, którego piękna kobieta zwabiła do swojej agresywnej przestrzeni. Jednak Witold Roztowiak spoglądał tylko na niego pustymi, szarymi oczami. Wiktor zdecydował się ograniczyć do odpowiadania na pytania.

– Dobrze, zatem z Evą znaliśmy się wcześniej, dlatego czułem, że mogę jej zaufać, gdy powiedziała, że ma najnowsze zabezpieczenia. Po miłym wieczorze zdecydowaliśmy się na połączenie.

– Czy korzystał pan z prywatnej komory?

– Nie, podłączyłem się w salonie… to był… chyba Czarny Nefryt.

– Rozumie pan, że w tym wypadku, niezależnie od okoliczności, nie będziemy mogli za bardzo panu pomóc?

– Jak to?

– Poprzez świadome połączenie do niezaufanej osoby bez własnej zapory, dobrowolnie naraził się pan na atak w cyberprzestrzeni. Co innego, gdyby został pan zaatakowany przez agresywny software, wtedy podchodziłoby to pod paragraf z Kodeksu Karnego i mógłby się pan domagać zwiększenia wymiaru kary ponad grzywnę. Gdyby nadużycie miało miejsce na pana prywatnej maszynie, moglibyśmy odtworzyć nagranie fal mózgowych i oszacować rodzaj wykroczenia. Jednak salony, zgodnie z ustawą o prywatności w sieci, nie rejestrują swoich połączeń, więc w tym przypadku raczej trudno będzie udowodnić naruszenie prawa.

Ze wszystkich rzeczy, które Wiktor spodziewał się usłyszeć, ta z pewnością nie zagościła w jego umyśle. Przeanalizował ponownie słowa posterunkowego.

– Czyli próbuje mi pan powiedzieć, że w świetle prawa można niewinnemu człowiekowi tak po prostu zrobić dowolne paskudztwo bez konsekwencji?!

– Rozumiem, że może się pan czuć pokrzywdzony…

– Pokrzywdzony?! Zamordowała mnie suka!

Gniew przejął kontrolę nad logiką. Żyła zaczęła pulsować znajomo na skroni Wiktora. Szare oczy posterunkowego przyglądały mu się z tą samą, niewzruszoną obojętnością, kiedy odpowiedział:

– A jednak widzę pana przed sobą. Nie widzę żadnych fizycznych obrażeń. W wyniku połączenia nie doświadczył pan trwałego uszkodzenia zdrowia…

– Pali mnie całe ciało!

– Rozumiem pana zdenerwowanie, jednak niełatwo będzie uzyskać orzeczenie występowania bólów fantomowych bez widocznej niepełnosprawności, ale oczywiście jeżeli chce pan zgłosić wykroczenie, ma pan do tego prawo.

– Tak! Chcę zgłosić wykroczenie, po to wiszę tu na łączu!

– Proszę się nie denerwować. Żeby zgłosić wykroczenie musi pan wyrazić zgodę na nagrywanie zeznań. Czy wyraża pan taką zgodę?

– Tak, wyrażam.

– Dobrze. Proszę imię i nazwisko.

– Wiktor Dogrodzki.

– Wiek?

– Dwadzieścia siedem lat.

– Skończyliśmy na tym, że podłączył się pan, bez własnego zabezpieczenia, do komory intersensorycznej na wspólną sesję ze znajomą z liceum w salonie Czarny Nefryt. Co wydarzyło się dalej?

Wiktor opisał kompromitujące wydarzenie, starając się nie patrzeć w szare oczy posterunkowego, które z wyrażania obojętności przechodziły w litość, za każdym razem, gdy Wiktorowi zawieszał się głos. Poczuł się jak zgnieciony papierek, zamieciony wraz z brudem pod dywan, kiedy posterunkowy podsumował jego zeznania jednym słowem.

– Cybergwałt.

– Słucham?

– Został pan zgwałcony.

– Jak zgwałcony, nawet nie rozpięła mi rozporka!

– Kobieta, którą pan opisał, wykorzystała pana do własnych celów seksualnych, realizując swoją dewiację. Zgodnie z zeznaniami doznała orgazmu, gdy pan doznawał agonii, klasyczny przypadek nekrosadyzmu. Mamy tego dużo, częściej oczywiście ofiarami padają kobiety…

Widać było, że powstrzymał się tu od dalszego komentarza

– Jednak definicja jest taka sama. Wszystko wydarzyło się w przestrzeni sieciowej, wbrew pana woli i miało tło seksualne, niekoniecznie seksualne dla pana, ale seksualne dla sprawcy, czy w tym przypadku sprawczyni.

Lekki uśmiech podwinął usta posterunkowego. Szybko spoważniał, dodając:

– Czyli był to cybergwałt.

Wiktor nie znalazł słów, żeby cokolwiek odpowiedzieć.

– Czy chce pan zgłosić ten gwałt?

Cisza.

– Czy zeznaje pan, że dnia wczorajszego około godziny dwudziestej drugiej trzydzieści, dwudziestosiedmioletnia kobieta klasy S, Eva Mlącka, zgwałciła pana poprzez połączenie intersensoryczne w salonie Czarny Nefryt?

Wiktor poczuł znajomą duszność pod czaszką. Nerwoból chwycił go za żołądek i nie chciał odpuścić.

– Panie Dogrodzki? Czy wszystko w porządku? – zapytał funkcjonariusz bardziej ze zniecierpliwieniem niż z troską.

– Przepraszam, nie czuję się najlepiej.

– Rozumiem.

Ton posterunkowego wskazywał na wszystko poza zrozumieniem.

– Możemy dokończyć innym razem?

– Oczywiście, z zasady przechowujemy nagranie przez dwa tygodnie od zgłoszenia. Proszę skontaktować się ze mną przed upływem tego terminu. – powiedział Roztowiak szablonowo, ale jedynym co dotarło do Wiktora z tego przekazu, były słowa: “proszę nie zawracać mi niepotrzebnie dupy”.

– Dobrze. Dziękuję. Do widzenia.

– Do widzenia.

Ekran hologramu zniknął, zostawiając Wiktora samego z jego wstydem. Nie wiedział, ile czasu minęło, zanim wstał i podszedł do barku nalać sobie szklankę burbona.

Rozumiał reakcję funkcjonariusza, który na co dzień pracował z ofiarami skrajnej przemocy. Jak idiotycznie Wiktor musiał wyglądać według niego w porównaniu z kobietami na skraju samobójstwa, cierpiącymi w wyniku trwałych urazów psychicznych, czy molestowaną młodzieżą, albo płaczącymi dziećmi, na zawsze straumatyzowanymi przez swoich popieprzonych rodziców. Obok zeznań ofiar zbiorowych gwałtów, w wyniku których ofiarę ściskały paraliżującą obręczą bóle fantomowe, uniemożliwiając jej chodzenie, jego zeznania mogły bawić. Media co chwila portretowały kolejny beznadziejny przypadek cybergwałtu, zawsze pod koniec dodając, że był to jedynie czubek góry lodowej, złożony z garstki wykroczeń, które akurat udało się zarejestrować. Ofiary najczęściej pozostawały nieme wobec swoich krzywd.

Wiktor aktywnie krytykował osoby, które nie odnajdowały w sobie wystarczającej odwagi, by zgłosić zbrodnię na tle seksualnym. Jego moralność krzyczała, gdy zboczeniec unikał konsekwencji swoich czynów. Teraz sam był ofiarą. Rozhisteryzowaną ofiarą cybergwałtu, która bała się go zgłosić. Nie bał się oprawcy, lecz tego, jak zareagowaliby jego znajomi. Widział, jak część z nich otacza go szczerym, empatycznym współczuciem, przez które aż pieką go policzki od upokorzenia, jednak druga część, podobna posterunkowemu Roztowiakowi, ledwo powstrzymuje się od kąśliwego komentarza, blokowana polityczną poprawnością. Bał się nawet pomyśleć, jak zareagowałaby jego rodzina. Co zrobiłaby jego matka? Co by ojciec powiedział?

– Dałeś się zgwałcić kobiecie?– zadudnił krytyczny głos w jego głowie.

Znany ból chwycił go za bebechy. Sól napłynęła do wysuszonych ust. Nie zdążył dobiec do łazienki, zwymiotował ciepłą whisky na wykładzinę w korytarzu.

 

***

Gdy tylko ofiara rozłączyła hologram, przekopiował jej zeznania na bezpieczną wiązkę w chmurze i skasował oryginał z systemu. Udało mu się przekonać kolejnego nieszczęśnika, że nie miał żadnych praw. Wiktor Dogrodzki nie zgłosi się ponownie na policję. Mało prawdopodobne też, by próbował zasięgnąć innej porady, czy szukać pomocy u bliskich – wstyd powinien skutecznie sparaliżować go w tej kwestii.

Roztowiak zalogował się na zagraniczny host. Łącząc się przez prywatny tunel przeskoczył przez serię szyfrowanych połączeń, zanim hologram wyświetlił parę jej pięknych, szmaragdowych oczu. Uśmiechnęły się do niego.

– Cześć tatusiu.

Posłała mu buziaka ze screenu.

– Nie mów tak.

Usłyszał groźbę w swoim głosie.

– Starszy braciszku…

– Przestań.

– Nie kochasz mnie już?

Pytanie obtoczyła słodkim lukrem swojego tonu.

– Wiesz, że nie po to dzwonię. Nie próbuj mnie ugłaskiwać.

A jednak czuł, że głos mu łagodnieje.

– Narozrabiałam?

Lukier sączył się z każdej sylaby.

– Poważnie narozrabiałaś.

– Nie chciałam.

Przeciągnęła przedostatnią sylabę na modłę rozpieszczonego dziecka. Celowo jej nie odpowiedział. Wiedział przecież, że nie chciała. Nie dzwonił by słuchać oczywistości. Czekał na skruchę.

– Przepraszam – powiedziała, niewinnie spuszczając wzrok.

– Przepraszam nie wystarczy.

– Przyjdę dzisiaj, pokażę ci, jak strasznie mi przykro.

Cel osiągnięty, czuła się winna. Wyraz pokornego smutku na jej ślicznej buźce zawsze na niego działał.

– No dobrze już, nie musisz przychodzić, jak jesteś zmęczona. Zajmę się wszystkim.

– Jesteś taki dobry dla mnie.

Jej oczy znów uśmiechały się do niego.

– Przestań, Eva.

– Kocham cię, tatusiu.

Jej hologramowe usta zbliżyły się do jego twarzy. Mógł przysiąc, że poczuł pocałunek na policzku. Rozłączyła się – jego kobieta doskonała. Tylko on miał ją w posiadaniu. Wiedział, że i tak przyjdzie dzisiaj do niego. Zawsze przychodziła, gdy narozrabiała. Jej podświadomość potrzebowała być ukarana za swoje zbrodnie, pragnęła by ktoś wymierzył jej sprawiedliwość, a on potrzebował być jej katem.

Miał ją w kieszeni od pierwszego zgłoszenia. Tak zaawansowane stadium cyberpsychozy u młodej kobiety było rzadko spotykane, musiało narastać od najmłodszych lat. Gdy szaleństwo brało kontrolę nad ciałem, świadomość słodkiej dziewczyny znikała za zielonymi oczami, oddając scenę temu, co drzemało ukryte w środku. Płakała, gdy poznała diagnozę. Kara pozbawienia praw społecznych równała się dla pięknych, młodych kobiet z reguły z jednym. Prostytucja w sieci kwitła nie bez powodu. On jednak zaoferował jej alternatywne rozwiązanie – terapię u niego, w zamian za usunięcie zeznań. Przychodziła więc co tydzień, a jej psychoza narastała zgodnie z jego planem.

Rozłączył się z serwera. Zrestartował system. Hologram natychmiast wyświetlił czujną, jak zawsze, posterunkową Alex.

– Starszy Roztowiak?

Zmierzyła go jednym ze swoich lodowych spojrzeń.

– Mam tu kolejne nadużycie na tle seksualnym.

– Przyjmę na drugiej linii.

– Przekazuję.

– To będzie długi dzień – pomyślał Roztowiak, gdy hologram wyświetlił kolejną ulicznicę. Posterunkowy miał na stałe wyłączone przekazywanie zapachu, żałował jednak często, że nie mógł wyłączyć również wizji.

***

rozdział trzeci

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *