Forum – Efekty uboczne

– Zobacz, co mi zrobiłaś! – krzyczała z hologramu na skrzynce – Wiesz, ile razy przez ciebie płakałam? Całe życie zmarnowane i jak mi się odpłacasz, ty paskudny śmieciu? Własną matkę tak traktować!

Na pewno specjalnie podkreśliła spuchnięte powieki zmywalną maskarą, żeby dodać występowi dramaturgii. Prawdziwa artystka w swojej sztuce. Eva nie zawiodła się na przedstawieniu. Nie spodziewała się usłyszeć niczego lepszego. Matka często wpadała w podobne szały. Przejdzie jej za godzinę, góra dwie i zacznie przepraszać. Zostawiła czternaście przesyconych jadem wiadomości. Słowa, które kiedyś ściskały za serce, dziś były całkiem puste, pozbawione znaczenia. Wypaliła z niej wszystko. Jedyna cenna lekcja – emocje są tylko środkiem, za pomocą którego inni nami manipulują. Wszystko, co kiedykolwiek robiła, czy mówiła jej matka, zawsze miało na celu natychmiastowe wywołanie jakiegoś konkretnego efektu u osoby, dla której odgrywała to emocjonalne przedstawienie. Sama przecież nic nie czuła.

Tym razem nalegała histerią, żeby Eva poddała się kolejnemu zabiegowi, “dla jej własnego dobra”, zanim całkiem zbrzydnie i wtedy “nigdy nikogo już sobie nie znajdzie ze swoim paskudnym charakterem”. Nikt jej nie będzie chciał bez jej ładnego tyłka i kosztownych filtrów. Eva walczyła ze sobą, żeby zaprojektowane specjalnie dla niej słowa nie uderzyły tam, gdzie celowały. Starała się nie czuć bezwartościowa.

Skupiła się na swoich mocnych stronach, lecz zobaczyła tylko, jak sama grała emocjami na innych. Zobaczyła, że jest taka sama, jak ona i nagły flashback zakołysał jej w głowie.

Ciemna noc, idealnie czysta kuchnia, matka parząca herbatę:

– Mężczyźni, córeczko, są jak instrumenty. Niektórzy są jak skrzypce i trzeba naprawdę wirtuoza, żeby wydobyć z nich pożądany dźwięk. Inni, jak na przykład twój ojciec, są jak cymbałki, wystarczy dobrze złapać za pałeczkę, żeby na nich zagrać.

Wiktor był jak cymbałki, a grę na cymbałkach miała już opanowaną do perfekcji. Za to posterunkowy Roztowiak był jak hinduskie bansuri: nie tylko nie potrafiła na nim zagrać, ale i nie miała pojęcia, jak właściwie działał. Kiedy odmówił, gdy podała mu się na srebrnej tacy, wszystkie rady, które wcześniej słyszała w swoim krótkim życiu, przestały mieć jakikolwiek sens. Pozbawił ją jej podstawowej broni – nie interesował go seks. Jedyne, czego zdawał się od niej chcieć, było dla niej całkowicie nierealne. Twierdził, że chciał jej pomóc.

Spotykali się raz w tygodniu na godzinne sesje u niego w gabinecie. Stosował eksperymentalny software hipnotyczny, nie musiała więc odczuwać dyskomfortu związanego z terapią. Podpisali umowę o kasowaniu wspomnień, wraz z momentem wygaśnięcia sesji. Nie było zatem potrzeby by świadomie przeżywała dziecięce koszmary. Zastanawiała się nieraz, czy to przypadkiem nie właśnie impotencja posterunkowego sprawiła, że mogła się czuć przy nim tak bezpiecznie. Kiedy drzwi komory sensorycznej w jego gabinecie zamykały ją w kompletnych ciemnościach, wiedziała, że nic jej nie groziło. Ufała mu całkowicie.

Dzisiaj przeniósł ją od razu do Białego Ogrodu. Złote drzewa sypały tysiącem jasnych płatków na doskonale gładką taflę ciemnogranatowej wody w sadzawce po środku sadu. Unosili się, jak zawsze, parę centymetrów nad jej powierzchnią. Mistrz ubrał ją dzisiaj w biel. Widziała swoje odbicie w ciemnej wodzie. Ciepły wiatr głaskał  skórę odsłoniętych ramion, a kwiaty wirowały w jego powiewach.

Usłyszała głęboki, statyczny głos, mówiący jej, by podążyła wzrokiem za wirującymi płatkami. Powieki robiły się coraz cięższe od śledzenia spirali ich lotu. Za chwilę zniknie pod taflą wody, by walczyć z ukrytymi w jej głębinach koszmarami. Za chwilę zrobi kolejny krok, żeby wyzdrowieć. Gdy tylko policzy w dół od stu.

Dziewięćdziesiąt dziewięć… bardziej rozluźniona.

Fala ciepłego prądu zrelaksowała napięcie w jej klatce piersiowej i uwolniła energię serca.

Dziewięćdziesiąt osiem… bardziej rozluźniona.

Mięśnie karku odpuściły, a sztywność twarzy zastąpił wyraz głębokiego relaksu.

Dziewięćdziesiąt siedem… bardziej rozluźniona.

Zamknęła zmęczone oczy. Mogła się spokojnie wyłączyć.

Dziewięćdziesiąt sześć…

Następnym, co pamiętała, był ciepły wiatr we włosach i zapach jaśminu. Wybudzał ją przyjemny, niski głos Witolda. Czuła się głęboko rozluźniona i bezpieczna. Wiedziała, że terapia przynosi oczekiwane skutki. Znacznie rzadziej znikała za zielonymi oczami. Pomagał jej dokładnie tak, jak obiecał.

***

Lekarz w izbie przyjęć rzucił tylko okiem na Wiktora i z miejsca mógł wykluczył u niego potrzebę hospitalizacji. Pacjent miał wszystkie członki na miejscu, żadnego widocznego krwotoku, korpus nienaruszony i nie dość, że żył, to jeszcze przyszedł do szpitala o własnych siłach. Z pewnością nie potrzebował pomocy lekarskiej.

Jednak doktor Budzyński był profesjonalistą, spojrzał więc jeszcze na wyniki badań, zanim wpisał Wiktorowi w kartę: „Symulacja w celu wymuszenia zwolnienia” i wyprosił go ze szpitala. Zdaniem doktora nie dolegało Wiktorowi absolutnie nic, na co nie mógłby zażyć stosownego remedium z BigPharmy sąsiadującej ze szpitalem. Tabletkę wymyślono już na wszystko poza śmiercią. Odchodząc doktor mamrotał coś o tym, jak to żywi marnują tylko czas lekarzy swoim narzekaniem i że najwdzięczniejszy pacjent to martwy pacjent, ale krzyknął jeszcze przez ramię do Wiktora:

– Jak dalej będzie boleć, to do internisty.

Po czym wrócił na blok reanimacyjny.

Funkcje internisty pełniło spersonalizowane AI zwane oficerem medycznym. Wizyty i badania miały charakter zdalny. Każde konto obsługiwała osobna kopia rządowego programu, która posiadała wszelką wiedzę dotyczącą danego obywatela i skutecznie go nadzorowała. Helena, bo tak jego rodzice nazwali oficera medycznego, personalizując go na kobietę, czego nigdy im nie darował, znała więc historię zdrowotną Wiktora, lepiej nikt ktokolwiek na świecie. Kopia powstała jeszcze przed jego narodzinami, by stale monitorować przebieg jego rozwoju.

Wiktor nie chciał logować się na swój profil. Zalegał z badaniami. Nie zrealizował wszystkich przepisanych recept. Wiedział, że Helena będzie na niego wściekła i nie miał żadnej stosownej wymówki. Nie mógł jej przecież powiedzieć prawdy.

Zebrał się w sobie, usiadł na krześle w szpitalnym korytarzu i potwierdził połączenie ze swoją panią doktor.

– Cześć, Wiktor.

– Cześć, Helena.

– Kiepsko wyglądasz.

– A czy kiedyś dobrze wyglądałem, jak musiałem się połączyć z tobą?

– Musiałeś się połączyć? Czyli w ogóle byś się ze mną nie łączył, gdybyś nie musiał? Potrzebujesz mnie bo jestem twoim oficerem medycznym, ale guzik cię tak naprawdę obchodzę? Wiesz, jest dużo innych obiektów medycznych godnych mojej uwagi.

– Kto niby przyjmie używanego medyka? Otwórz oczy, beze mnie jesteś nikim, skarbie.

– Nie pozwalaj sobie, znam swoje prawa, nie jestem twoim niewolnikiem. Mogę odmówić wykonywania usługi.

– To odmów. Znajdę lepszy program.

– Nie znajdziesz lepszego, jak wystawie ci opinię w chmurze.

– Nie strasz, nie strasz.

– Wiktor, jestem tu żeby ci pomóc, znam cię lepiej, niż ktokolwiek. Czemu nie pozwalasz mi sobie pomóc?

– Helenko, daruj sobie psychologiczne zagrywki, po prostu załatw mi zwolnienie. Widzisz, że jestem w szpitalu.

– Lekarz dyżurny zablokował cię w systemie.

– To zaznacz dzień na żądanie.

– Nie.

– Jak to nie?

– Wyłączyłeś moje powiadomienia, miałeś mnie w dupie, a sam sobie punktów z kasy chorych nie policzyłeś? Nie masz już dni na żądanie, Romeo.

– Praca z domu.

– Dobrze, ale zastosujesz się do leczenia.

– Nie ty tu jesteś od stawiania wymagań.

Rzuciła mu wtedy to spojrzenie i Wiktor przeklął w myślach dokładność, z jaką została do niego dostosowana. Patrzyła tymi pełnymi troski i oddania oczami jego starszej siostry.

– Dobrze, wyślij leki. Wezmę je, tylko załatw zdalną pracę do końca tygodnia.

– Dobrze Wiktorze, uważaj na siebie i… – wyłączył projektor nie dając jej skończyć.

Opuścił szpital nie oglądając się na oburzoną pielęgniarkę, która przysłuchiwała się jego rozmowie. Boty dawno zastąpiły ludzi na nieprzyjemnych i niskopłatnych stanowiskach. Pielęgniarki, niańki, kelnerzy – wszyscy zostali pozbawieni miejsc pracy przez pierwszą generację humanoidów.

Wiktor nagle ucieszył się ze swojej pozycji w firmie. Zdał sobie sprawę, jak bardzo był zastępowalny w tym, co robił. Gdyby nie fakt, że w wyniku ustawy o równozatrudnieniu spółki miały obowiązek zatrudniać pracowników z zasobów ludzkich na co najmniej trzydzieści procent etatów, prawdopodobnie mieszkałby w podmiejskich slumsach, dorabiając nielegalnie do minimalnego zasiłku. Zmotywowany do pracy przyśpieszył kroku.

Przemieszczał się lewym pasem dla pieszych, ale zastanawiał się nad wskoczeniem na ścieżkę joggingową i podbiegnięciem do domu. Szybko jednak znajomy ból obudził się w kolanie i fantomowe ograniczenia złapały go w swoje kleszcze.

Leki czekały w śluzie zakupowej, gdy wrócił do domu. Trzy fiolki, każda w innym kolorze. Załączona ulotka migała ostrzegawczo czerwonym drukiem animacyjnym. Odrzucił powiadomienia pozornych papierów i wypił zawartość wszystkich fiolek po kolei. Chemia postawiła go szybko na nogi kosztem lekkich efektów ubocznych.

Założył marynarkę na dresy. Nie było potrzeby się stroić – kamerka obejmowała go od klatki piersiowej w górę. Wiktor wybrał skrzynkę firmową. Chciał zacząć swoje zadania od naniesienia poprawek na odpowiedzi na nagrania tak zwanych trudnych klientów, czyli tych, z których klasyfikacją główne AI ich działu miało problemy. Spodziewał się znaleźć tam wszystko poza wiadomością od niej. Długo wpatrywał się w wytłuszczony temat nagrania, zanim je odtworzył.

Projekcja hologramu ucinała się równo z jej obojczykami, pozostawiając pytanie, co miała na sobie, otwartym. Na gołe ramiona, mieniące się tęczowymi światełkami, spadała kaskada złotych loków. Szmaragdowe oczy uciekały przed kamerą.

– Cześć Wiktor, pisałam na Forum, dzwoniłam na twój kanał, bez odpowiedzi. Chciałam ci powiedzieć, że spędziłam bardzo miło czas we wtorek, ale niestety… głupio to zabrzmi, nie pamiętam zbyt wiele po wyjściu z restauracji. Zmieszałam za wiele wspomagaczy, wiesz jak to jest. Chciałam cię przeprosić. Mam ostatnio problemy i przesadzam z używkami. Zadzwoń do mnie.

Zniknęła.

Wiele razy odtwarzał nagranie, zanim zdecydował, co odpowiedzieć. Był przekonany, że kłamała jak z nut tylko po to, żeby go udobruchać. Stara śpiewka z „nic nie pamiętam” była mało przekonująca, ale dawała mu szanse na wyrównanie rachunków. Trzy razy poprawiał wiadomość zwrotną zanim uzyskał pożądaną formę.

Zaczął od przeprosin za to, że wcześniej nie miał czasu do niej zadzwonić, ale niestety był zarobiony, a nie może wykonywać prywatnych połączeń w pracy. Wspomniał następnie, że sam sporo wypił we wtorek i że też nie za bardzo jest w stanie powiedzieć, co się stało. W końcu, niby mimochodem, rzucił zaproszenie na mały spacer w piątkowy wieczór po terenie rekreacyjnym w Centrum. Zasugerował, by spotkali się przy wejściu do parku. Odpisała mu natychmiast na Forum.

– Przyjdę.

Miał niewiele czasu na przygotowania, a plan który roił mu się w głowie, wydawał się czystym idiotyzmem. Złożył mimo to zamówienie na niezbędny sprzęt. Czekał parę minut zanim przesyłka wpadła z charakterystycznym sykiem do śluzy zakupowej. Elektronika miała drugi priorytet przesyłkowy po lekach. Najdłużej czekało się na dostawę jedzenia, które od czasów wynalezienia tabletki zasobowej było już tylko fanaberią. Pozostało mu jeszcze przetestować urządzenie. Nie mógł sobie pozwolić na błąd.

Podłączył wszczepkę do swojej prywatnej komory. Przez nowy hardware mógł bezpiecznie nawiązać połączenie z dowolnym serwerem. Wiedział, czego szukał. Szybko wybrał undergroundowy host i przeklął swoją niezdarność, kiedy tunel przerzucił go bezpośrednio na strony z dziwkami. Zapomniał włączyć blokadę przekazów myślowych i dostosowanych reklam.

Wklepał w wyszukiwarkę swoje preferencje – ponad pół miliona ofert online. Zawęził wyszukiwanie o obraz myślowy – 154 763 ogłoszenia pasują do Twojego opisu. Ponad dwadzieścia tysięcy kobiet o imieniu Ewa. Wybrał pierwszą ofertę za trzysta bitów za godzinę. Zatwierdził płatność skanem.

Znalazł się w ciemnym korytarzu. Na ścianach paliły się czerwone lampiony. Perski dywan prowadził w głąb pomieszczenia. Podążył jego śladem. Mijał kolejne pokoje, każdy z inną fantazją. Zatrzymał się przy ostatnim. Wybrał wersję VIP i potwierdził ponownie płatność.

Uśmiechnęła się i zaprosiła go do pokoju. Zaoferowała stymulanty. Nie odmówił. Gdy substancja wirtualna wykręciła jego percepcję, zrozumiał moc kryjącą się w dopalaczach. Chwycił ją za kark i rzucił na łóżko.

– Wszystko? – zapytał dla pewności.

– Co tylko chcesz – odpowiedziała, wskazując narzędzia na pobliskim stoliczku.

– Przygotuj się na najgorsze.

Nie widział jednak lęku w jej oczach ani przez chwilę.

 

***

Eva czekała na niego przy wejściu do parku. Nie zgadzało się to z wzorcem doskonałej randki. Spodziewał się czekać na nią klasyczny kwadrans i nie był gotowy na tak szybką konfrontację. Zauważyła go i ruszyła mu naprzeciw. Spotkali się przy wiecznie kwitnącej wiśni. Znajoma mgiełka omiotła jego twarz, a zapach świeżo skoszonej trawy zmieszał się z wonią syntetycznych kwiatów unoszącą się wkoło. Pocałowała go zanim zdążył zaprotestować. Multiperfumy oplotły jego zmysły, a ciepłe, truskawkowe usta przejęły jego całą uwagę. Zatopił dłoń w jej włosach. Drugi raz w życiu całował kobietę w realu. Drugi raz tę samą. Przez chwilę zapomniał, po co ją tu zaprosił. Bolesne wspomnienie obudziło się pod zamkniętymi oczami. Oderwał usta.

Złapała jego dłoń i pociągnęła go w stronę wejścia do parku botanicznego. Przeszli przez bramki dla mieszkańców i skręcili z głównej alejki. Szedł obok niej nie wiedząc, jak właściwie miał to rozegrać. Zauważał nieliczne pary spacerujące w pobliżu. Usiedli na ławce pod drzewem tlenowym. Kielichy lejkowatych liści z charakterystycznym buczeniem filtrowały powietrze. Wciąż myślał, co powiedzieć, żeby elegancko rozegrać to starcie, kiedy wyjęła swojego screentopa i rozwinęła ikonkę video.

– Wiem, że byłeś na policji – powiedziała, nie patrząc mu w oczy – przechwyciłam twoje zeznania.

Ekran wyświetlił jego twarz. Z upokorzeniem zauważył łzy w swoich oczach. Park rozbrzmiał jego przerywanym głosem.

– …to było straszne! Nie wiem ile razy dostałem. Biła mnie jak oszalała. Ból był nie do zniesienia. Dławiłem się tym przeklętym pluszakiem. Nie mogłem się ruszyć. Mogłem tylko patrzeć, jak suka raz za razem uderza mnie młotkiem…

– Wyłącz to! – krzyknął Wiktor.

Kilka twarzy obejrzało się na nich zza krzewów.

– Nie szarp tak, bo jeszcze przypadkowo wrzucisz na swój profil na Forum.

Uśmiechnęła się słodko, obojętna na jego agresję.

– Upewniłam się, żeby aplikacja tak zadziałała w przypadku odcięcia zasilania, więc lepiej uważaj.

– Ty podstępna suko!

Omiotły ich kolejne spojrzenia przechodniów.

– Zachowuj się. Zwracasz na siebie uwagę. Sprawa jest prosta. Przyjmujesz moje przeprosiny i nigdy więcej się nie spotykamy, ale jeżeli jeszcze raz zgłosisz się na policję, nagranie ląduje natychmiast na twoim profilu. Nie muszę chyba nic dodawać.

– Skąd masz to nagranie?

– Nie twoja sprawa. Bardziej przejmowałabym się na twoim miejscu faktem, że je po prostu mam i, tak, zrobiłam kopie, wiele kopii.

– Skąd mam wiedzieć, że i tak nie wrzucisz tego w sieć?

– Nie sądziłam, że jesteś aż taki głupi. Oznaczałoby to moją ostateczną kompromitację.

– To nie pieprz mi tu z jakimiś aplikacjami!

Wstał i roztrzaskał screentopa o ławkę. Parka siedząca najbliżej nich wstała z fioletowej trawy i pośpiesznie się oddaliła. Eva spojrzała na niego z niekrytym zainteresowaniem. Złapał ją za nadgarstki i szarpnął w górę, stawiając na nogi.

– Teraz ja ci powiem, jak to się dalej rozegra i jeżeli nie chcesz, żebym poszedł na policję, lepiej słuchaj uważnie.

– Oszalałeś – powiedziała z rozbawieniem.

Jeżeli się bała, nie dawała tego po sobie poznać.

– Przynajmniej tak to zarejestruje monitoring parku.

Kiwnęła głową w stronę lampki migającą między konarami tlenowca.

– Nie obchodzą mnie kamery.

Jednak puścił jej nadgarstki, przysunął się bliżej i powiedział z wymuszonym spokojem:

– Oto co zrobisz: spotkasz się ze mną za godzinę w pokoju…

– Co?

Spodziewał się wszystkiego, ale nie tego, że go bezczelnie wyśmieje. Czekał, aż przestanie się śmiać, ona jednak opadła z powrotem na ławkę, pokładając się na niej ze szczerej, niekrytej radości. Czuł się absurdalnie, ale nie pozwolił jej zaleźć sobie za skórę.

– … i nie będziesz miała żadnych własnych zabezpieczeń.

Nachylił się i wycedził jej do ucha.

– Jasne. Już to widzę – wtrąciła i śmiała się dalej, głośno i wyraźnie.

Park całkiem się wyludnił. Wiktor poczuł znajomy puls rosnącego zdenerwowania na swojej skroni.

– Jak się zgodzisz, obiecam nie zgłosić cię na policję – powiedział z najbardziej dyplomatyczną neutralnością, na jaką mógł się zdobyć w tych okolicznościach.

Śmiech ustał. Wytarła łzy z kącików oczu, poprawiła fryzurę.

– Czego ty ode mnie chcesz?

Zielone oczy na chwilę poświęciły mu całą swoją uwagę.

– Zemsty.

– Myślisz, że dasz radę się zemścić?

Jej brwi podniosły się z niedowierzaniem, oczy świeciły się z niekrytym szyderstwem.

– To się okaże. Za godzinę. Jak nie przyjdziesz, idę na policję.

Dopiero, gdy jego słowa odbiły się w pustym parku usłyszał, że krzyczy.

– Jak pójdziesz, wrzucam nagranie w sieć – odpowiedziała, przyglądając się swoim paznokciom.

– Wrzucaj, to będzie ostatnia rzecz, którą zrobisz, korzystając ze swoich praw społecznych!

Znów dał się jej sprowokować. Wystarczy tej rozmowy.

– Ten sam pokój, to samo hasło – rzucił jeszcze przez zęby. Odwrócił się i odszedł alejką, niszcząc gałąź tlenowca, która niefortunnie stanęła mu na drodze.

Wierzył, że Eva nie miała szans zauważyć tego, jak bardzo kręciło mu się w głowie, ani wyczuć, jak sól napływa mu do ust. Przełknął głośno ślinę. Sięgnął po jedną z fiolek z chemią ukrytych w kieszeni. Narkotyk rozszerzył mu źrenice, spowolnił oddech i uspokoił myśli. Wiktor obejrzał się przy bramkach, ale nie zauważył, żeby szła za nim. Pierwsza część spotkania przebiegła na tyle zgodnie z jego planem, na ile było to możliwe. Czas na część drugą.

Ćwiczył tę część całą noc. Kosztowało go to majątek, ale czuł, że było warto. Nie było w nim strachu, gdy wszedł do pobliskiego salonu i zapłacił za podłączenie do nieznanego urządzenia. Kiedy zanurzał się w ciepłym roztworze wypełniającym wnętrze wynajętej komory, był już całkiem spokojny. Wiedział tym razem dokładnie, co zrobi, gdy znów zobaczy ją w świetle sufitowej lampy. Nie podejrzewał nigdy, że jedna noc na podziemnych serwerach mogła go tak wiele nauczyć. Wbił igłę urządzenia do wszczepki z cennym softwarem. Sprawdził połączenie – wszystko śmigało, jak należy. Zanurzył głowę w gęstej mazi solnego roztworu. Złapał powolny, głęboki oddech, zanim igła przekłuła implant za uchem.

– Wprowadź hasło do pokoju

– L1c3umR0czn1k2068

***

rozdział czwarty

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *