Forum – Niewola

Dokładnie zamknął za sobą drzwi, tłumiąc dźwięk głośnej muzyki dobiegającej z korytarza taniego hotelu. Eva siedziała przykuta do metalowego krzesełka. Miała na sobie różową koszulę nocną z rysunkiem białego misia na piersi. Wyglądała na znacznie młodszą niż poprzednim razem. Uśmiechnęła się bezczelnie, gdy zauważyła jego zdziwienie.

Nie dał się podejść tym sztuczkom. Podszedł do niej, podwijając mankiety koszuli. Stanął naprzeciwko i uderzył ją otwartą dłonią w twarz.

– Możesz już zacząć się bać.

Eva wypluła na terakotę ślinę czerwoną od krwi. Spojrzała na plamę z niekrytym zafascynowaniem, ewidentnie zdziwiona tym, co widzi.

– Nic nie możesz mi zrobić – powiedziała do podłogi.

– Przeciwnie, mogę ci zrobić wszystko – odparł i szarpnął za blond loki, wykręcając jej głowę tak, by musiała na niego spojrzeć.

– Nie możesz mi zrobić nic, czego już mi nie zrobili.

Zielone oczy spojrzały na niego z niekrytą nienawiścią.

– Czy to wyzwanie? Postaram się nie zawieść twoich oczekiwań.

– Na to już za późno – odparła ze smutkiem.

Uderzył ją po raz drugi i kiedy napluła mu krwią w twarz, przypomniał sobie wszystkie rady, których poprzedniej nocy udzieliła mu prostytutka.

„Sięgnij po nóż i upewnij się, że ofiara przez cały czas widzi ostrze zbliżające się do jej twarzy. Kobiety boją się oszpecenia bardziej niż samego bólu. Utrata oka, czy ucha jest dla niektórych gorsza od śmierci. Panuj nad nerwami, pierwsze nacięcie powinno być najwolniejsze.”

Wiktor pamiętał później tylko, że Eva krzyczała tak pięknie i tak głośno, jak obiecała mu dziwka, a przyjemność jaką sprawiało mu zadawanie cierpienia porwała go całkiem.

„Pamiętaj, piękna kobieta będzie oczekiwać gwałtu, nie daj się sprowokować. Poczekaj z tym do ostatniej chwili, gdy już będzie pewna, że i tak ją zabijesz.”

Nie mógł się jednak powstrzymać. Z każdym zranieniem zdzierał z niej kolejny kawałek materiału, aż jej nagie ciało wystawało spod obdartej piżamy, a pociętego na kawałki białego misia pokryły plamy krwi.

„Na sam koniec najskuteczniejsze jest duszenie. Będziesz mógł wtedy zgrać się i skończyć, wraz z jej śmiercią. Zobaczysz, jak naturalnie ci to przyjdzie. Dłonie same się zacisną, gdy będzie trzeba.”

Nie zauważył, kiedy Eva przestała się pod nim ruszać. W uszach ciągle śpiewały mu jej krzyki. Spojrzał na okaleczone ciało i zobaczył, jak tkwił jeszcze w jej wnętrzu. Wycofał się obrzydzony tym co zrobił. Zielone, martwe oczy wpatrywały się w przestrzeń gdzieś za nim. Wiktor zacisnął zakrwawione dłonie w pięści, skulił się na podłodze i zaczął wyć.

Szaleństwo uderzyło go w tył głowy wraz z oklaskami. Odwrócił się i zobaczył ją, siedzącą na kuchennym blacie, ubraną w białą, jedwabną sukienkę.

– Brawo! Brawo!

Wiktor znieruchomiał, oszołomiony tym widokiem.

– Brawo! Bis! Zabiłeś małą Evę – powiedziała, nie przerywając klaskania. – Podobał mi się ten występ, ale najbardziej fakt że, cały spektakl został odegrany na rejestrowanym kanale. Pozwól, że przewinę moje ulubione fragmenty tego, jak katujesz szesnastolatkę.

Ściany pokoju rozpłynęły się zastąpione wyświetlającymi się w powietrzu scenami jego świeżej zbrodni. Kobieta w białej sukience spojrzała z udawanym smutkiem na zwłoki na podłodze.

– Biedna Eva, kochała cię kiedyś, choć za co, nie potrafię nawet zgadnąć. Dla mnie jesteś tylko kolejną z jej słabości.

– Kim ty, czym ty, kurwa, jesteś?

– Nie poznajesz mnie, kochasiu?

– Zabiłem cię. Właśnie cię zabiłem!

– Tak, i nie. Widzisz, zabiłeś tylko Evę, a Eva dawno straciła kontrolę nad tą przestrzenią. Seks jest mój. Ona była za słaba na to, co z nią robili. Tak łatwo było ją zranić. Sam wiesz najlepiej.

Wiktor spojrzał na martwą dziewczynę. Przypomniał sobie różową piżamę, którą miała na sobie tamtej nocy, kiedy jeszcze chodzili do liceum. Czy przypadkiem nie ten sam przeklęty wizerunek misia go wtedy rozpraszał?

– Powinnam ci podziękować, że zabiłeś w niej ostatnie złudzenia. Idiotka, wierzyła, że nic jej nie zrobisz, że jesteś na to za dobry. Była przekonana, że nieważne, jak mocno cię skrzywdziłam, wybaczysz jej, bo ją kiedyś prawdziwie kochałeś. Urocze, prawda? Mówiłam jej, jacy jesteście naprawdę. Wszyscy tacy sami. Nie potraficie kochać. Nie potraficie wybaczać. Tylko seks, dominacja i kontrola.

Zobaczył, jak wysuwa skrywany pod sukienką młotek. Ściany wyświetlały w kółko obrazy przedstawiające mord: jego dłonie zaciskające się na smukłej szyi, zielone oczy wytrzeszczone w agonii, krew na białej skórze. Z zażenowaniem patrzył na wizerunek jego pośladków, ruszających się między bezwładnymi nogami dziewczyny. Zbliżenie na jej oszpeconą twarz sprawiło, że poczuł, jak żołądek ściska mu żelazna obręcz, a sól napływa do gardła.

– Nie wiem, jak to się stało – wyszeptał.

– Wytłumacz to posterunkowemu Roztowiakowi. Po tym, jak upublicznię nagrania, własna matka nie uwierzy w twoją niewinność. Przemoc seksualna w cyberprzestrzeni. Skandal. Wyrzucą cię z pracy, z mieszkania, stracisz wizę i wrócisz na tę zapadniętą wiochę, z obręczą terytorialną na kostce oraz przymusowym leczeniem psychiatrycznym.

– Nie możesz… nie możesz mi tego zrobić!

Kobieta w białej sukience tylko się uśmiechnęła. Nie zauważył uderzenia. Poczuł, jak młotek wgniata czaszkę jego skroni.

Obudził się z miażdżącym bólem głowy. Kiedy wyskoczył z lepkiego płynu komory, pokój zawirował mu przed oczami. Przewalczył odruch, żeby zwymiotować, zamiast tego połączył się z Heleną i zaczął czyścić dane z nielegalnej wszczepki. Zdążył przekwalifikować AI na taki poziom jurystki, na jaki starczyło mu punktów i przekazać jej podstawowe upoważnienia, zanim go odłączyli. Nie dali mu nawet chwili, żeby mógł się ubrać.

Kiedy boty wyprowadzały go z salonu, żałował wszystkiego, co powinien był zrobić inaczej. Szybko stał się atrakcją na Forum. Twarze oglądały się za nim, smyrały go bezczelne spojrzenia, błyskały z oczu flesze, a kamery śledziły jego kroki. Wyłapał z tłumu kilka komentarzy: „Kolejny dewiant”, „Żal patrzeć”, „Skąd tacy się biorą?”. Nie wiedział, czy głowa pękała mu od wspomnienia bólu, od wstydu, czy od wyrzutów sumienia.

 

***

– Co się dzieję, moja droga?

– Nic.

– Jesteś rozkojarzona.

– To nic takiego.

– Chodzi o Wiktora?

– Nie wiem. Może.

– Powiesz mi, co ci zrobi?

– Nic mi nie zrobił.

– Porozmawiajmy o tym „nic”.

– Po co?

– Zastanów się.

– Nie chcę o tym rozmawiać.

– Jeżeli nie będziesz chciała rozmawiać, raczej nie uda nam się sesja.

Nie odpowiedziała mu. Poczuł, że traci nad nią władzę, że sytuacja wymyka się spod jego kontroli. Musiała mu znowu zaufać.

– Oczywiście, wszystko co robię, robię dla ciebie. Jeżeli nie chcesz kontynuować terapii, możemy przestać.

Liczył, że przerwie mu wcześniej, jednak nawet na niego nie spojrzała. Zdawała się go nie słuchać.

– Eva?

– Zatem przestańmy.

– Dobrze. Dzisiaj ostatnie zajęcia.

– Skończmy je teraz.

– Powinniśmy zamknąć poprzednią sesję.

– Nie musimy.

– Nie, nie musisz.

Wziął głęboki wdech, żeby zamaskować, jak bardzo grał na zwłokę. Chciał dać swoim myślom czas, by mogły rozegrać każdy możliwy dialog i przewidzieć jego konsekwencje. Należało liczyć się ze słowami.

– Chciałbym tego, bo uważam, że nie marnujemy tutaj czasu. Wiem, że ci pomagam, Eva. Jeżeli nie jesteś gotowa na moją pomóc, pozwól mi chociaż domknąć to, co zaczęliśmy.

– Przyszłam dzisiaj tylko po zaświadczenie z terapii. Mam je załączyć do zeznań.

– Wiem, papiery są tutaj, przygotowane. Proszę, Eva…

– Czemu tak nalegasz?

Zielone oczy spojrzały się na niego ze złością. Roztowiak wziął głęboki wdech, chwycił delikatnie jedną z jej dłoni i odpowiedział z troską:

– Bo boję się, że to nasza ostatnia sesja, moja ostatnia szansa, żeby ci pomóc.

***

Kiedy drzwi komory sensorycznej zamykały ją w kompletnych ciemnościach, nie czuła się wcale bezpieczna. Coś w niej pękło i nie dopuszczało spokoju. Nieustępliwy niepokój zmieszał się z solnym roztworem, a ona unosiła się w nim, nie potrafiąc się zrelaksować.

Znalazła się w lesie. Majestatyczne drzewa sypały złotymi liśćmi na doskonale puszysty mech gęsto kryjący poszycie. Leżała na nim ubrana w butelkową zieleń. Wrażenie miękkości i wygody próbowało wedrzeć się wraz z niosącą się w powietrzu sugestią, a słowa, jak ciepły wiatr, głaskały skórę. Niepokój jednak odnalazł ją na mchu. Czerwone mrówki zaczęły wypełzać z ukrycia.

Dziewięćdziesiąt dziewięć… bardziej rozluźniona.

Skolopendry wysunęły czułki spod zbutwiałych pniaków.

Dziewięćdziesiąt osiem… bardziej rozluźniona.

Osamotniona tarantula przebrała niepokojąco nóżkami na jednej z gałęzi nad nimi.

Dziewięćdziesiąt siedem… bardziej rozluźniona.

Eva zamknęła oczy, choćby po to, by ochronić je przed mrówkami. Słyszała węże ślizgające się ku niej po mchu.

Dziewięćdziesiąt sześć…

Długie, chude ręce wyłoniły się z poszycia, oplotły jej twarz zimnymi palcami i wciągnęły ciało głęboko pod mech – w czerń wyobrażeń.

Witold poczuł, jak stres oddaje pole zadowoleniu. Teraz była znowu już tylko dla niego, uległa i podatna na manipulację, jego laleczka. Przygotował narzędzia do łamania resztek woli, które mógłby jeszcze napotkać w podświadomości. Zdecydował się zacząć od silnej sugestii, żeby upewnić się, że nie będzie mogła się powstrzymać przed przyjściem na kolejną sesję. Prawie mu dzisiaj uciekła. Musiał być cierpliwy. Jeżeli starczy im czasu, zanurzą się głębiej, by mógł tam zaznać długo wyczekiwanych przyjemności. Pod koniec usunie z jej pamięci kompromitujące wspomnienia, a gdy Eva się obudzi, będzie mu wdzięczna, jak zawsze.

Nie wiedział, że tym razem, z mroku za jego plecami, śledziła go druga para zielonych oczu.

***

– Przecież cię uwięziłem! Odizolowałem!

– A jednak, geniuszu hipnoterapii, przeceniłeś swoje umiejętności, albo, jak to bywa u pewnych siebie narcyzów, nie doceniłeś przeciwnika.

Roztowiak gorączkowo miotał się w cyberprzestrzeni. Włączał kolejne tunele wyjściowe, jednak wszystkie były ciasno związane nieprzerywalną wstążką białego jedwabiu. Wirus przejął pełną kontrolę nad świadomym umysłem. Musiał długo wzrastać w siłę, karmiąc się cierpieniem i bogactwem bodźców bólowych, aż powłoka, w której Roztowiak lata temu odizolował psychozę, pękła od rozrastającego się wewnątrz niej bytu. Wirus musiał scalić się z najgorszymi wspomnieniami, wchłonąć wszystkie traumy i lęki więzione wraz z nim w podświadomości i mutować, aż stał się w pełni autonomiczny.

– Boże! Co ja zrobiłem?! – krzyknął Roztowiak, gdy uświadomił sobie prawdę o istocie łypiącej na niego spod złocistych loków.

– Nie schlebiaj sobie. Przyczyniłeś się jedynie do mojego powstania, ale to, kim jestem, jest znacznie bardziej złożone, niż myślisz, tatusiu.

Młotek wysunął się spomiędzy fałd białej sukienki.

– Jednak nie przeczę, zaimponowałeś mi swoim bezwzględnym okrucieństwem. Dlatego zdecydowałam, że będziesz pierwszy – powiedziała, bawiąc się narzędziem w drobnych dłoniach.

– Pierwszy? Dobre sobie. Nie rozśmieszaj mnie, złotko. Zabiłaś już dziesiątki facetów w cyberprzestrzeni. Sprzątam po tobie od lat.

– Nie zrozumiałeś. Nie mam zamiaru cię zabić. Zrobię ci to samo, co ty zrobiłeś mnie.

Jego oczom ukazała się szklana bańka, unosząca się w ciemnej pustce.

– Oto twój nowy dom.

Szmaragdowe oczy uśmiechnęły się paskudnie.

– Co, do cholery…

– Widzisz, mogę kopiować się dowolną ilość razy…

Chude ręce objęły go za szyję i wykrzywiły mu głowę w tył. Druga para zielonych oczu spojrzała na niego z góry.

– …ale mam tylko jedno ciało – powiedział drugi twór.

– Nie! – wykrzyczał, dławiąc się od wygięcia krtani.

– Cieszę się, że się rozumiemy.

Usłyszał chór identycznych głosów dookoła siebie.

– Zapraszam, panie posterunkowy. Zapraszam do piekła.

***

Roztowiak obudził się wewnątrz swojej prywatnej komory. Wziął ciepły prysznic, przeczesał włosy i długo zastanawiał się nad doborem ubrania, aż zdecydował się wziąć dzień na żądanie i udać się na zakupy. Po drodze wykupi karnet na basen, strasznie się rozpasł na stare lata. Fryzjer też nie zaszkodzi. Za błękitnymi oczami, daleko za oceanem wspomnień, głęboko na samym dnie wypartych zdarzeń cichy głos krzyczał z całych sił, stłumiony przez warstwę grubego szkła.

Witold wyjrzał przez okno swojego luksusowego apartamentu. Na tarasie wysokiego budynku po drugiej stronie ulicy stała Eva, ubrana w swój najlepszy kostium. Błękitne oczy spotkały się z zielonymi i identyczne uśmiechy rozcięły tak różne twarze. Oboje odwrócili wzrok w stronę przechodniów na ulicy. Ten nowy świat stał przed nimi otworem.

****

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *