Forum – Randka

Przed wyjściem ustawił status randki na stałe w kąciku prawego oka, tuż obok wyszukiwarki. Był wdzięczny za nową aplikację, wciąż zapominał o istotnych faktach.

Na początku używał szkieł tylko w pracy, ale szybko znudziło mu się wyciszanie powiadomień. Nie zauważył dnia, w którym przestał wyłączać urządzenie. Teraz w lewym oku wyświetlał wpisy na Forum, prawe spersonalizował na pulpit. Włączał szkła, gdy się budził, wyciszał, gdy zasypiał.

W momentach odłączenia od technologii wracały wyrzuty sumienia, które spędzały mu sen z powiek po pierwszym zabiegu optymalizacji. Matka odradzała ingerencję w żywy mózg, ale on miał dość jej ideałów i życia w biedzie, które szło z nimi w parze. Chciał rozwijać się zawodowo i nie bał się zaryzykować. Wyjechał. Nie odzywała się do niego od tamtego czasu. Koszmary odeszły, gdy odebrał pierwszą wypłatę i wynajął apartament koło centrum.

Winda zawiozła ich do pierwszego rzędu. Miejsca znajdowały się dokładnie pośrodku układu i były najlepsze, a co za tym idzie, najdroższe w całej kinosferze. Wiktor policzył, że musiałby oszczędzać przez pół roku, by móc je samemu kupić.

Kiedy wygrał wejściówki, nie wiedział jeszcze, że przyjdzie tu z Evą. Myślał, żeby sprzedać drugie miejsce w loży, ale bez osoby towarzyszącej nie wypadało pokazać się na Forum. Nie marzył nawet wtedy, że trafi mu się randka klasy S. Niestety teraz musiał na każdym kroku grać rolę gentlemana, którym z natury nie był.

Zaoferował Evie lepsze miejsce (dwa punkty do S-konta). Usiedli. Zanim system kina udostępnił wspólne selfie, algorytmy obu ich profili naniosły domyślne poprawki estetyczne. Zatwierdzili zdjęcie. Dwieście sześćdziesiąt cztery osoby automatycznie polubiły post zgodnie z preferencjami oznaczonych tagów: kinosfera, strefa VIP, S‑blondynki, garnitury Intel.

Wyciszył myśli i przygotował się do podłączenia na twardo. Zdążył złapać parę szybkich oddechów zanim igła przekłuła implant za uchem, łącząc końcówki jego neuronów bezpośrednio ze światłowodem kina. System przejął kontrolę nad jego prywatnymi urządzeniami.

Spośród używek dostępnych w podstawowym pakiecie Wiktor wybrał klasyczne zwiększenie efektu GABA. Eva dopłaciła za podwójną dopaminę z blokerami receptorów zwrotnych. Z opcji VIP niepewnie zaznaczył polecone mu odkształcenie obrazu lekką nutką schizofrenii, Eva zaś, zgodnie z nowym trendem, przeniosła wszystkie doznania wzrokowe do zmysłu dotyku, co od razu polubiło stu osiemnastu członków grupy Moda jutra dziś.

Seans zaczął się dla każdego osobno. Każdy indywidualnie stopił się z przestrzenią kinosfery. Doświadczenie opatentowane przez firmę Universum było kamieniem milowym w kinematografii sferycznej. Po godzinnej projekcji podano gościom dożylnie koktajle glukozowe, by umilić czas przywracania ustawień domyślnych ich profili. Przez chwilę byli zmuszeni do nieprzyjemnej konfrontacji z czystą fizycznością. Na ten krótki moment byli jedynie ciałami. Dochodzili do siebie w ciemnościach poza technologią.

Wiktor oddychał głęboko i spowalniał rytm serca. Skupiał się na regeneracji, świadomie, powoli wchłaniając suplementy, aż narastająca ciemność nie zaczęła dusić go w głowie. Wbrew etykiecie otworzył oczy, blackouty go przerażały. Obraz rzeczywistości był tandetnie szary w porównaniu z jego codziennym, pstrokatym, mangowym światem.

Eva siedziała obok niego. Współczesnej damie wypadało spędzać czas blackoutu z zamkniętymi oczami, przeczekując odcięcie od Forum w chmurze. Zobaczył ją pozbawioną wyszukanych filtrów i drogich dodatków, którymi się otaczała na co dzień. Zauważył blizny na jej naciągniętej skórze i niedoskonałości ingerencji chirurgicznych za uszami. Dostrzegł, jaka była przeciętna – jak paw obdarty z piórek. Spuścił wzrok. Nie chciał zapamiętać Evy w tak niesprzyjającym świetle.

System przywrócił ustawienia domyślne ich profili. Brokat ponownie zamigotał na złotej, hologramowej łusce jej ramion, a multiperfumy zaatakowały jego zmysły. Pachniała ściętą trawą, smakowała truskawkami, a ciepła mgiełka, która od niej biła, pieściła skórę jego policzków. Skrzydełka metalicznych motyli pomachały zalotnie między lokami jej blond włosów. Otworzyła oczy. Szmaragdowe tęczówki przeszły gładko w odcień głębokiej zieleni, gdy w nie spojrzał. Uśmiechnęła się, odsłaniając doskonale białe zęby.

Udali się do wind w bloku restauracyjnym. Zasugerował, by wybrała restaurację (dwa punkty do S-konta). Eva zaznaczyła lokal na mapie, a system dokonał rezerwacji i skierował płytę eskalatora pod jeden z przeźroczystych balkonów. Zasiedli na galaretowatych sofach.

Menu podkreśliło mu, że miał ochotę na danie z kuchni wczesnomilenijnej, Evie zaś sugerując najnowsze doznanie smakowe dostępne na rynku. Szybko zasłonił swoje propozycje i zamówił to, co ona. Pięćdziesiąt siedem osób polubiło ich wybór.

Rozmowa przebiegała aż nazbyt zgodnie z protokołem: jego ikonka, jej ikonka, jego ikonka, jej… Zaczynał tracić nadzieję na otrzymanie zaproszenia na priv. Zapłacił rachunek i zaoferował drinki (dziesięć punktów do S-konta – poziom drugi). Zaskoczyło go migające w kąciku oka powiadomienie.

– Możemy skończyć już z tą farsą i przejść do konkretów?

– Myślałem, że nie…

Nie poczekała nawet, aż skończył wiadomość.

– Klasa S do czegoś zobowiązuje, ale i upoważnia.

– Co sugerujesz?

– Bądź bardziej domyślny.

– Tak, bez testów?

– Mam najnowsze blokady. Zatrzymają każde paskudztwo.

– Przyszłaś przygotowana.

– Wolę przyjść przygotowana i nie skorzystać, niż nie przygotowana i żałować.

– Gwarantuję, że nie będziesz żałować.

– Będę czekać w pokoju, hasło: L1c3umR0czn1k2068

– Jeszcze pamiętasz?

– O dziwo, tak. Nie usunęłam jakoś tych plików.

 

***

Dokładnie zamknęła za sobą drzwi, tłumiąc dźwięk głośnej muzyki dobiegającej z korytarza taniego hotelu, który specjalnie wybrała na tło swoich fantazji. Obcasy szpilek stukały o tandetną terakotę podłogi, kiedy, krok za krokiem, zbliżała się do kuchni, w której siedział.

Wiktor śledził cierpliwie ruch krągłości widocznych pod półprzeźroczystym materiałem sukienki. Niewygodne metalowe krzesełko wbijało mu się w boki ciała, a ciasno zapięte kajdanki ściskały nadgarstki i kostki.

Eva stanęła w plamie ciepłego światła bijącego od sufitowej lampy i zaczęła rozpinać guziczki dziewczęcej sukienki z białego jedwabiu jeden po drugim, a kiedy rozpięła ostatni dolny guziczek, światło lampy zgasło. Zapaliło się ponownie i oświetliło jej zgrabne ciało oparte o kuchenny blat. Nie miała na sobie niczego poza butami. Biała sukienka wisiała niewinnie obok na krześle barowym.

Ewa uśmiechnęła się, unosząc jedną brew w karykaturze zdziwienia, gdy zauważyła, że mimo swojego beznadziejnego położenia, zaczął się podniecać. Odwróciła się leniwie tyłem, pozwalając zobaczyć się całą. Zakręciła biodrami. Wiedziała, że miała boskie ciało, a mężczyźni to tylko proste stworzenia.

– Mama zawsze mi mówiła, że prawdziwa kobieta powinna traktować seks, jak kostkę cukru na swojej dłoni – powiedziała, podnosząc z blatu małego, białego pluszowego misia.

– Wystarczy pomachać nią facetowi przed pyskiem, by poszedł tam, gdzie będziesz chciała, w zamian za obietnicę słodkiej nagrody – mówiąc to przytuliła pluszaka do swoich jędrnych piersi i westchnęła.

– Bez tej wiedzy nie udałoby mi się zwabić cię tutaj bez cennego firewalla. Powinnam jej teraz podziękować za te nieocenione rady – powiedziała, wyciągając z maskotki młotek ciesielski.

Wiktor szarpnął się parę razy, gdy ujrzał narzędzie w jej dłoni, ale na czterech parach kajdanek nie zrobiło to najmniejszego wrażenia.

– Rodzicielka darowała mi wiele wartościowych prezentów, pamiętasz jeszcze moją mamusię, prawda kochanie? – zapytała stając naprzeciwko Wiktora z pluszakiem w prawej dłoni i młotkiem zwisającym w lewej.

– Zwariowałaś?!

– Tak, to właśnie ten najcenniejszy z prezentów. Widzisz, co dostałam w spadku? Widzisz, co mieszka pod moją skórą?

Nachyliła się, żeby wyszeptać mu odpowiedź do ucha

– Szaleństwo.

Pierwsze uderzenie zgruchotało kości jego lewej dłoni wgniatając ją w podłokietnik. Eva zatkała mu krzyczące usta maskotką i wymierzyła drugi cios w bok prawego kolana. Biały miś wetknięty do gardła skutecznie stłumił krzyki Wiktora.

Popchnęła krzesło z taką siłą, że poleciał razem z nim na podłogę. Leżał na lewym boku, dusząc się maskotką. Szarpał rozpaczliwie metalowym krzesełkiem – bezskutecznie. Przykucnęła za jego plecami i poczekała, aż się zmęczył.

– Cii… – przyłożyła palec do swoich ust i pokręciła głową – nie rzucaj się tak.

Pogłaskała go po czarnych włosach. Oderwał głowę od jej dłoni.

– Leż lepiej spokojnie, to dopiero początek. Nie chcę, żebyś za szybko się zmordował.

Zaśmiała się do siebie, jakby powiedziała wyśmienity dowcip i uklękła obok niego. Złożyła dłonie jak do modlitwy, ściskając młotek między nimi. Zacisnęła pięści na trzonku i wyprostowała ręce, biorąc zamach znad głowy. W tej pozycji nie potrzebowała wiele siły, by złamać mu żebro. Wystarczyło dobrze trafić, miała siłę ciążenia po swojej stronie. Krach! – Trzasnęło pod młotkiem. Krach, krach! – trzasnęło drugi i trzeci raz. Plusz misia zaróżowił się od krwi. Któraś z kości musiała przebić płuco.

– Cholera! – wykrzyczała mu w ucho – ale z ciebie mięczak! Dlaczego, dlaczego?!

Zerwała się na równe nogi. Kopała wściekle w tył krzesełka, ale odpowiedziały jej tylko stłumione jęki przykutego Wiktora i obojętne czarne ślepka ubabranej krwią maskotki. Uspokoiła się tak szybko, jak gwałtownie wybuchła furią, nachyliła się nad nim i wyszeptała słodkim głosikiem do ucha:

– Dlaczego długo wyczekiwane chwile radości zawsze muszą trwać tak krótko? Wiesz, ile się do tego zbierałam? A ty taki kruchy wyrosłeś. Większa pizda z ciebie, niż myślałam! – Eva stanęła obcasem na jego ramieniu. Szpilka wbiła się boleśnie pod obojczykiem, przekręcając go na plecy. Uderzył potylicą o jasną terakotę.

– Ale i tak masz szczęście.

Przełożyła nogę nad jego tułowiem, stając nad nim okrakiem.

– Biedne maleństwo.

Nachyliła się mierząc młotkiem między jego oczy.

– Już umierasz.

Zamachnęła się leniwie.

– Będę musiała się pośpieszyć i darować sobie grę wstępną z wybijaniem ci zębów.

Młotek upadł z ciężkim hukiem na podłogę obok jego głowy.

Zdał sobie sprawę z beznadziejności swojego położenia, gdy zobaczył, jak dreszczyk podniecenia przeszył jej ciało, kiedy wysunęła z charakterystycznym zgrzytem ostrze tapicerskiego nożyka. Gładkie ramiona pokryły się gęsią skórką, a drobne zęby przygryzły dolną wargę mocno umalowanych ust. Wiktor załamany, mógł jedynie patrzeć, jak Eva, w skupieniu odmierza długość ostrza na swoim narzędziu.

– Widzisz, kochanie, nie może być za długie, żeby się nie złamało, ale i nie za krótkie. – wyjaśniła ten, sądząc po tonie, oczywisty fakt. – Idealnie takie – pomachała mu nożem przed oczami – by sprawiło ci jak największy ból.

Pocałowała go w czoło i usiadła na nim.

– Nie ruszaj się teraz.

Leżał między jej udami, i patrzył, jak powoli nachyla się z nożem do jego twarzy. Widział, jak nacina jego skórę centymetry pod prawym okiem, jak czubek ostrza wbija się w mięsień, zatrzymując się na kości policzkowej. Zanim krew zalała mu twarz, malując świat na czerwono, dostrzegł jeszcze raz, jak dziecięca radość w jej oczach ustępuje czystej żądzy okrucieństwa.

Eva wbiła nożyk pod obojczykiem i poprowadziła długie cięcie na skos przez klatkę piersiową, a zaraz po nim kolejne, w drugą stronę, kreśląc przez mostek krwawego iksa. Raz za razem ostrze migało w łamanym tańcu: z góry do dołu, z dołu do góry i dookoła, rysując fantazyjne obrazy na jego poranionym ciele. Wiktor mdlał między cięciami, a biały miś tłumił krzyki, które wyrywały go z tych krótkich chwil słodkiej nieprzytomności.

Gdy ból stał się za silny, by mózg mógł go przetworzyć, Wiktor poczuł, jak zaczyna opuszczać swoje ciało. Ujrzał siebie z różnych perspektyw. Z początku widział scenę z góry. Zobaczył, jak Eva przylega do jego zakrwawionego korpusu, jak ociera się o niego nagim ciałem. Dostrzegł, jak lepki, czerwony płyn ślizga się pod piersiami, jak sterczące od podniecenia sutki naciskają na miejsca, w których skóra rozchodzi się od zadanych cięć. Obserwował czarnymi paciorkami pluszowego misia, jak Eva dochodzi, kiedy jego pociętym ciałem zaczynają miotać agonalne konwulsje. Wciągnięty nagle do własnej czaszki zobaczył jeszcze, jak Eva wyjmuje zabawkę z gardła i, patrząc mu głęboko w oczy, zlizuje krew cieknącą z otwartych od krzyku ust. Potem ciemność i gasnące w niej uczucie, jak Eva dygocze, leżąc na jego zmaltretowanym ciele.

System bezpieczeństwa wylogował go sekundy przed tym, jak informacja o zaprzestaniu pracy serca zdążyła zostać przesłana do mózgu. Obudził się z rozdzierającym gardło krzykiem z powrotem w komorze intersensorycznej. Długo szukał samego siebie w odmętach labiryntu szaleństwa, zanim dał radę wygramolić się z urządzenia.

Trząsł się na całym ciele, skulony na szklanej podłodze w kącie małego pokoiku niskiej klasy salonu internetowego. Kaszlał przy każdym oddechu, który rwał go szarpiącym bólem między żebrami, a twarz i klatka piersiowa paliły go od zadanych w przestrzeni wirtualnej ran. Minęły wieki, zanim zdołał założyć bieliznę na ciało, wciąż lepkie od solnego roztworu wypełniającego komorę. Nie odzyskał jeszcze czucia w palcach lewej dłoni, w efekcie czego miał spore trudności z zapięciem koszuli.

Wiktor wyszedł z salonu kulejąc na prawą nogę. Ochroniarz nie interweniował. Ucieszył się, że nie został poproszony o pomoc. Później jeszcze byłby wzywany na świadka w kolejnej, idiotycznej sprawie miłosnej. Między innymi przez takich klientów, jak ten świeżak tutaj, salon pobierał opłaty z góry od połączenia.

Wiktor syczał za każdym razem, gdy zginał prawe kolano. Fantomowe przedłużenia nerwów, zgruchotane w alternatywnej rzeczywistości, wysyłały sygnały bólowe do mózgu, mimo braku faktycznych fizycznych obrażeń. Schował bezwładną dłoń w kieszeni kurtki i spróbował zlać się z tłumem gęstniejącym przy najbliższym przystanku. Z trudem wtoczył się do śluzy w windzie przewozowej, wstukał adres w terminal i potwierdził płatność skanem soczewki oka.

Wrażenie znajomego przeciążenia, gdy winda ruszyła, zabełtało mu okrutnie w głowie. System mieszkania został zaalarmowany przez przewoźnika o nietypowym powrocie pana domu, który już w drzwiach zaczął zdzierać z siebie lepkie ubranie. Ciepły prysznic rozluźnił nieco jego spięte mięśnie – złagodził zbolałe nerwy. Garstka specjalnie wyselekcjonowanych leków i szklanka zimnej wody wiernie czekały na niego na sypialnianej szafce. Wiktor połknął kolorowe tabletki i zatopił się w ciemnej satynie świeżo pościelonego łóżka.

rozdział drugi

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *