Dół, w którym palą trupy – część pierwsza

Potwór biegł, a pustynny pył kłębił się pod ciężarem jego opancerzonych łap. Widoczne pod przesuwającymi się płytkami metalu mięśnie pracowały na pełnych obrotach. Wspomagane włóknami polimerycznymi ścięgna wyprężały się, pogrubione żyły pompowały rytmicznie krew, a kropelki piany dobywającej się z morderczej, hiperdontycznej paszczy unosiły się na wietrze.

Biomechanik poruszał się ze stałą prędkością, przyśpieszanie nie było konieczne. Plamka na horyzoncie stopniowo rosła. Program rozróżniał już żagiel termicznej lotni, potrafił zidentyfikować kolor ubrania celu. Analiza chemiczna próbki potu zebranej z powietrza była zgodna z wartością oczekiwaną. Cząsteczki odpowiadały danym z Systemu.

PS7 był jednostką tropiącą najlepiej przystosowaną do warunków panujących na Czerwonych Piaskach, pustyni rozpościerającej się od Gór Szkalnych po odległa metropolię i rozsypującej się dalej, pochłaniając pod drodze niechronione murem Systemu wsie aż po niezbadane, martwe i wypalone tereny ginące za horyzontem.

Wschodzące słońce uderzyło w bestię nie wpływając na wydajność receptorów. Soczewki automatycznie dostosowały ostrość i zwęziły źrenice zwierzęcia do rozmiaru szpilek, a rosnąca temperatura drażniła jedynie sensory termiczne. Siódmy miot genetycznie modyfikowanych bestii osiągnął najwyższy stopień mutacji poprzez scalenie szkieletu z metalem na poziomie nanostruktur. Nie raziło go palące słońce, nie dławił wszechobecny pył. Był idealną maszyną do tropienia i zabijania. Chłopiec nie ucieknie daleko.

***

– Za domem jest dół, w którym palą trupy.

– Skąd wiesz, że trupy?

– Widziałem kości. Poprosił mnie wczoraj Starszy do pomocy.

Młody, słysząc te słowa przestał demolować kopczyk ognistych mrówek i zastygnął z otwartymi ustami. Wyglądał śmiesznie w za dużych spodniach polowych, z szelkami zawiązanymi na karku. Nawet Lewy chwilowo zamilkł, oddając pole w dyskusji. Witek sycił się każdą sekundą ciszy, zadowolony z przyciągniętej uwagi. Staliśmy we czterech w cieniu ostatniej akacji, dalej, jak okiem sięgnąć rozciągała się już tylko pustynia. Zachodzące gdzieś za górami słońce przestało palić czerwony piach.

– Za domem, pod murem jest wielki, czarny dół. Trzech ludzi mógłbyś jeden na drugim w nim postawić. Na dnie dołu jest kupa popiołu, tak po kolana, a w nim kości, między którymi możesz znaleźć całą masę dziwnych części. Musiałem zejść po linie na dół, wyszukiwać w popiołach te części i wrzucać je do koszyka przywiązanego do końca liny. Jak kosz był pełen, Starszy wciągnął go na górę, a ja stałem w dole i czekałem, aż łaskawie zrzuci kosz z powrotem. Przez chwilę myślałem, że zostawi mnie tam w ciemnościach.

Usłyszałem strach w jego głosie. Mimowolnie przeniosłem się z nim do dołu. Zobaczyłem, jak Mrok wynurza się z popiołów koło jego stóp.

– Co to były za części? Biometal?

Głos Lewego wyrwał mnie z płytkiej wizji.

– Właśnie, nie wiem do końca. Dziwne takie, biometal chyba, bo ciężkie i mieniące się. Nie mamy nic takiego tutaj. Starszy sapał, jak wciągał koszyki. Mówię wam, ja ledwo w palce brałem te większe.

– A kości?

Lewy nie skrywał zainteresowania. Bez dodatkowych zmysłów można było przejrzeć przez iskrę w jego oczach.

– Z reguły tylko kawałki, jak losujesz po omacku ręką w popiele to trafiasz albo na kostkę albo na część, ale jedną znalazłem prawie całą. Myślę, że byłaby dłuższa od mojej ręki.

Usiedliśmy, jak zwykle jednocześnie, w pełnym cieniu samotnego drzewa. Mieliśmy parę minut dla siebie zanim przeklęty dzwon nie zawoła wszystkich z powrotem do pracy. Rozpoczął się nasz rytuał przerwy. Lubiliśmy udawać, że też mamy swoje rytuały.

Lewy wyciągnął z kieszeni pogniecionego zawijańca. Zapaliliśmy. On zawsze rozpalał. Podsłuchałem, jak dym wypełnia jego płuca, jak serce zmienia tempo bicia. Zobaczył w moich oczach, że podsłuchuję i uśmiechnął się zawadiacko. Wyszedłem z Mroku, muszę nauczyć się lepiej kontrolować spojrzenie, choć Lewy i tak zawsze się na mnie pozna.

– Musisz zabrać jeden – powiedział do Witka podając mu zawijańca.

– Co jeden?

– Ten metal. Jest na pewno wart niemały pieniądz w mieście. Stare jędze wywożą go na handel. Założę się, że to właśnie to jest w tych ciężkich pudełkach, które dźwigamy co miesiąc na targ za murami.

Witek pokiwał głową. Lewy miał łeb. Trzeba było się z nim liczyć. Witek czekał na kolejne pytanie, jednak nie nadeszło. Zakończyło to jego opowieść o dole, w którym palili trupy. Ulżyło mi, potrzebowałem uciec od Mroku.

Korzystając z chwili ciszy położyłem się na ubitym piachu i oparłem głowę o pień poczciwego drzewa. Zacząłem czerpać przez nie życiową energię prosto ze środka ziemi. Wypuściłem korzeń w przyjemnie chłodną glebę skrytą głęboko pod piachem i poczułem nim wspomnienie wody.

Na powierzchni nie było wilgoci, a powietrze stało i dusiło. Lewy wyprostował się, rozejrzał się po placu, spojrzał na nas, spuścił głowę i zaczął dłubać patykiem w piasku. Słyszałem, jak ziarna czerwonego kwarcu ocierają się o siebie w małym dołku. Powiedział wtedy coś, czego nigdy wcześniej nie słyszałem.

– Chcę stąd uciec.

Tym razem to Witek zastygł oniemiały. Sam też musiałem nieźle wyglądać, bo Lewy uśmiechnął się do mnie jednym ze swoich drwiących uśmieszków. Witek pierwszy doszedł do siebie i znalazł słowa w tyle gardła.

– Jak to chcesz uciec?

– Normalnie. Za mur.

– Przecież tam nic nie ma! – wykłócał się Witek.

– Będę musiał dotrzeć do miasta.

– Do miasta? Znajdą cię.

– Przedrę się do samego centrum.

– Do dzielnicy robotów? Zwariowałeś?

Lewy nic mu nie odpowiedział tylko wymienił spojrzenia z Młodszym. W ich myślach usłyszałem szmer Mroku, który skrywał niewerbalne porozumienie.

– Przecież prawie wypracowałeś szesnastkę! Już nie będziesz musiał z nami zbierać kaktusów w palącym słońcu – kontynuował uparcie Witek. – Z twoimi zdolnościami na pewno wybiorą cię na księdza. Pojedziesz na przyuczenie i będziesz miał łóżko, jedzenie i wszystko od Systemu!

– Nie jestem pewien, czy tak to działa.

Witka zatkało. Wstrzymałem oddech, wyczuwając napięcie w powietrzu między nimi. Nie wierzyć w to, jak działa System, przekraczało wyobrażalne granice. Od zawsze przecież w dniu, w którym chłopiec kończy szesnaście lat, zostaje przeniesiony. Organizują dla niego całą złożoną ceremonię. Lewy będzie musiał pościć przez dwa dni, a trzeciego przyjdzie po niego Starszy i razem wyruszą w kierunku tunelu do Świątyni, na ślubowanie – jego zaprzysiężenie do zakonu. Wybrani pójdą na księży inni na starszych, a pozostali na roboty w mieście. Każdy z nas do tej pory tylko marzył, żeby dożyć selekcji. Uciekanie było herezją. Młody przekazał mi zawijańca. Pociągnąłem łapczywie, aż poczułem, jak dym przyjemnie zaszumiał w głowie. Nie zdążyłem dopalić zanim zabrzmiał przeklęty dzwon.

Myślałem o dole za domem przez cały dzień pracy – o ciemnej, ziejącej pyłem dziurze w czerwonym piachu pod starym murem; o miejscu, gdzie nawet pustynne słońce nie sięga, tylko białe kości wystają z popiołów, a Mrok wypełza z nich wężami czarnej mgły. Czułem jego przyjemny chłód okalający stopy. Dotknąłem ściany, a twardy piaskowiec ukruszył się pod moją dłonią. Gdzieś daleko za nią, na tej samej głębokości, słyszałem, jak tętniło życie. Komórka za komórką walczyło, wciąż ryjąc ziemię w poszukiwaniu życiodajnej wody. Trwało w wiecznym konflikcie z Mrokiem, tak jak moje własne biologiczne ciało trwało w konflikcie z popędami umysłu.

Gdzieś jeszcze dalej, hen za murami zakonu, był przecież cały, wielki świat. Były tam miejsca, do których nikt wcześniej nie dotarł. Nieodkryte tajemnice. Niezdobyta wiedza. Był też Mrok – niezgłębiony i nieprzebyty, poradiacyjny twór. Trzymany za murami jedynie przez światło Systemu bijące ze świątynnej wieży.

Do tej pory myślałem, że wszystko w moim życiu było jasne i zrozumiałe, że pojmuję potęgę i istotę Systemu, że wiem czego potrzebuję, a czego tylko chcę, że znam drogę, po której mam podążać. Teraz ziarenko zwątpienia zostało zasiane, a głos Lewego dudnił mi w głowie: „Nie jestem pewien, czy tak to działa” – i sam przestawałem być czegokolwiek pewien.

***

część druga

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *