Acid Park, rozdział pierwszy, część siódma

Czarny pancerz z chromowanego grafenu unosił się za przeźroczystą, walcową powłoką i lekko drżał w polu elektrycznym. Bateria była niemal w pełni naładowana. Pancerz błyszczał od wężyków wyładowań elektrycznych tańczących na jego powierzchni. Para wygłodniałych oczu śledziła z uwagą zielony wskaźnik na pasku zasilacza.

– Już za chwilę.

Słowa wyrwały się ze ściśniętego gardła.

Gdy bateria była pełna, system wydał subtelny dźwięk, a dreszcz podniecenia postawił włoski na zniecierpliwionym karku obserwatora; chwilę później wytopiona na wymiar grafenowa struktura już ciasno opinała jego korpus. Charakterystyczne stuknięcia towarzyszyły łączeniu się kolejnych elementów na rękach i nogach, aż całe ciało nie zniknęło pod czarną zbroją. Kask tlenowy połączył się ściśle z wysokim kołnierzem i lekko syknął regulując ciśnienie wewnątrz pancerza.

– System zabezpieczony. Można zatopić pomieszczenie – odezwał głośnik wewnątrz kasku, ułamek sekundy po tym, jak palce zaczęły wstukiwać komendę w panel przedramienia. Śluza w suficie otworzyła się, uwalniając kaskadę turkusowej cieczy, która szybko zaczęła wypełniać okrągłą kabinę.

Palce raz jeszcze dotknęły panelu i kask wypełniły ostrze brzmienia dobrego, starego kawałka. Ciężko obuta stopa zaczęła wybijać rytm pod wodą. Wskaźniki życiowe wykazały, jak oddech wyregulował się wraz z pierwszym powiewem ozonowanego powietrza dochodzącego do płuc ze sztucznych skrzeli na kołnierzu. Serce biło harmonijnie – pełna kontrola.

Gdy pomieszczenie wypełniło się po sufit turkusowym płynem, czerwony, neonowy zegar zaczął odliczać w dół od trzydziestu sekund. Uśmiech rozciągnął pełne, mocno ukrwione wargi. Palce zacisnęły się na broni, a ciemnobrązowe oczy zawęziły się wypatrując pierwszego celu.

Była gotowa.

***

Patrzyłem na sylwetkę wyświetloną na ekranie monitoringu sali treningowej z rosnącą dumą. Każdy wystrzelony pocisk trafiał prosto do celu. Jej wynik przewyższał o jedno zero moje rezultaty, gdy byłem w jej wieku. Pomyślałem o wszystkim innym, co również robiłem, mając siedemnaście lat i przeszył mnie dreszczyk grozy zakrapianej troską. Jak te dzieci szybko rosły.

– Młoda ma smykałkę. Ciekawe po kim? – skomentowała Aleks znad mojego ramienia.

– Nie po mnie.

– Skąd wiesz? Dzieci upodabniają się do tych, których obserwują przez całe życie.

– To dawne dzieje. Nie widziałem się z nią… ponad trzy lata.

– Nie jesteś najlepszym wujkiem pod słońcem, to trzeba przyznać.

Wyłączyłem nagranie.

– Kontakt się urwał. Tyle w temacie.

– Tyma, Tyma, czy chcę, czy nie zaraz będę mieć przed oczami całą zawartość twojej głowy, a ty dalej ze mną w kotka i myszkę chcesz się bawić?

– Miłej lektury, łapki nie świerzbią?

– Wolę interpretację autora – odpowiedziała tak sucho, że poczułem się, jak prostak.

– Słuchaj – dodała po chwili kłopotliwej ciszy – staram się być miła, ale mamy tutaj odwalić pełną ewaluację i nie puszczę cię tym razem na śliczną buźkę. Oszczędź mi więc proszę swoich buntów, bo nie ułatwiasz sprawy.

– Dobrze, masz rację. Podłączaj.

Aleks podłączyła się na twardo, choć mogła zdalnie sczytać dane i oszczędzić mi kłucia.

– To konieczne?

– Nie, ale tak będzie szybciej.

– Kiedy młoda przyszła do programu?

– Wczoraj przyjęto ją na staż. Ukończyła akademię z wyróżnieniem. Powiedziałabym ci od razu ale…

– Tak, wiem zachlałem i nie przyszedłem do biura.

– Nie o to chodzi.

– To ci nowina.

– Nie żartuję. Wezwali mnie do tego dzieciaka, co go wwieźli wczoraj na salę przesłuchań.

– Jakiego dzieciaka?

– Halo tu ziemia? Zamachowiec z Białego Królika. Pamiętasz do wczoraj, prawda?

Obraz bezwładnego ciała wychudzonego szesnastolatka przeleciał mi przed oczami. Jego zaszklone, uchylone oczy wpatrzone w jakąś przerażającą nicość.

– I co z nim?

– To juicer.

– Chrzanisz!

– Autentyk. Wezwali mnie na sekcję.

– Sekcję? Był nieprzytomny…

– Z raportu ratownika wynika, że zmarł w transporcie, zatrzymanie akcji serca. Wezwano mnie do zweryfikowania.

– I co mu się stało?

– O to właśnie chodzi, nie wiadomo. Co ty mu zrobiłeś?

– Gaz usypiający, skasował przy okazji całą knajpę – odpowiedziałem, a widząc jej oburzone spojrzenie szybko dodałem – obudzili się po trzech godzinach, czy coś takiego, popiliśmy trochę…

Blat piknął informacyjnie, oczy Aleks uciekły od moich i skupiły się na ekranie. Chwilę przewijała w dół, a z każdą przejrzaną stroną na jej twarzy malowało się coraz to większe zniesmaczenie. Na koniec wbiła we mnie gorejące spojrzenie.

– Ładne mi trochę! Uchlałeś się w trupa ciekłym złotem! Wróciłeś na automacie do domu. Jakbyś zabił kogoś po drodze, nikt by się nie dowiedział. Całkowity reset na dysku! Od jedenastej do rana. Jeden wielki blackout!

Z trudem powstrzymałem uśmiech. Przynajmniej zachowam część szacunku w jej oczach. Ostatnią kropelkę estymy. Niech chwała będzie libacjom i wolności od monitoringu! Udałem skruchę: długie spojrzenie w podłogę, wygląd zniszczonego człowieka na twarzy i powoli smutny wzrok w górę, prosto w jej oczy. Zawsze działało.

– Nawet nie patrz tak na mnie! – fuknęła, odwróciła się na pięcie i zatrzasnęła za sobą drzwi od izolatki.

Prawie zawsze.

***

Po paru godzinach nużących ewaluacji psychologicznych, prześwietleń, jednej nanosondzie domózgowej i groźbie kolanoskopii siedziałem dalej w izolatce nad smętną szklanką wody, wpatrując się w ekran mahoniowego blatu i przewijając bezustannie nagranie z monitoringu szkolenia Cody. Wyrosła, zaokrągliła się… Blat wyświetlił powiadomienie z wynikami i Aleks wyskoczyła na hologramie przed moim nosem. Zakłopotany zamknąłem szybko przeglądarkę.

– Są wyniki. Nie spodobają ci się.

Przeskrolowałem do podsumowania.

– Zawieszony? Jak to, kurwa, zawieszony?!

– Przepuściłam parametry przez system. Uzależniłeś mózg od soku. Zauważylibyśmy to wcześniej, gdybyś miał bardziej regularne skany…

– Wielka nowina! Wymień strażnika, który nie jest na wiecznym haju?

– Jerry, Rem, Feliks, Sonny…

– Dobra, dobra. Ściemniają na ewaluacjach.

– Trzeba było lepiej ściemniać.

– Proszę cię, Aleks.

– Raport już był u komendanta, decyzja przyszła z góry. Masz zdać pancerz i uzbrojenie zanim opuścić placówkę, po czym zgłosić się do najbliższej poradni.

– Chyba cię pojebało?! Mam sprawę do zamknięcia!

– Jerry będzie musiał poradzić sobie sam.

– Jerry? Zostawiacie sprawę Jerremu?!

– Mała wiara w przyjaciela widzę.

– Wiesz co, spodziewałem się czegoś więcej po tobie!

– Toś się przejechał.

Hologram zgasł, ale złość pozostała. Próbowałem wyciszyć ją inhibitorem, ulubioną mieszanką GABA i serotoniny, bezskutecznie, brak paliwa. Wściekłość narosła i szalała wzburzonym morzem norepinefryny. Rozwaliłem pięścią pulpit dotykowy stołu, a woda z przewróconej szklanki zalała mi spodnie koło kutasa. Cudownie. Podniosłem się wkurwiony od stołu i spróbowałem otworzyć manualnie celę, bez większego powodzenia. Przywaliłem czołem w drzwi zostawiając na nich jedynie małe wgniecenie, podczas gdy mi czarne mroczki wyskoczyły przed oczami. Adrenalina zawrzała w żyłach.

Nie wiem, jak długo miotałem się po celi, straciłem panowanie. W następnej chwili leżałem zdyszany na podłodze zdemolowanego pomieszczenia. Teraz poczekam tak sobie, zanim ktoś mnie znajdzie. Po Aleks nie było co dzwonić. Pieprzona łasica, a mieliśmy coś fajnego między sobą. Długi, cichy, nielegalny romans, który mogliśmy ciągnąć w nieskończoność.

– Malkom, zatrzasnąłem się w celi jedenaście, mógłbyś mi pomóc? Malkom? Słyszysz mnie?

Brak zasięgu. Kurwa.

koniec rozdziału pierwszego

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *